— Od samego początku przedsięwzięto nadzwyczajne środki ostrożności w stosunku do tego całego projektu — oznajmił Sekretarz Wojny Henry L. Stimson, komentując pierwsze militarne użycie bomby atomowej. — Sam prezydent Roosevelt wydał osobiście taki rozkaz. Co więcej — dodał niewinnie — jego rozkaz był ściśle przestrzegany.4
Także Rosjanie, z którymi współpracowałem w Great Falls, wiedzieli o istnieniu bomby atomowej i to co najmniej od marca 1943 roku. Tak więc generał Groves miał powód, aby w październiku 1942 roku nie ufać im. Podobnie jak inni Amerykanie o istnieniu bomby atomowej dowiedziałem się z oświadczenia prezydenta Trumana, który w sierpniu 1945 roku powiedział, że użyto jej przeciwko Japonii, zrzucając ją na Hiroszimę.
W styczniu 1944 roku pojechałem do Waszyngtonu, aby zwrócić uwagę najwyższych autorytetów na coś, co wydawało mi się niedopuszczalnym naruszeniem bezpieczeństwa na terenie „Rurociągu”, ale ani w Departamencie Stanu, ani nigdzie indziej nie chciano ze mną rozmawiać. Dopiero kiedy zapowiedziano, że 23 września 1949 roku Rosjanie zamierzają przeprowadzić próbny wybuch bomby atomowej, udało mi się doprowadzić do spotkania z senatorem Bridgesem i Fultonem Lewisem – ale o tym trochę później.
Było już po jedenastej, kiedy kończyłem przeglądanie czarnych teczek i do kabiny wpadł pułkownik Kotikow. Chciał wiedzieć, kto mi polecił przeprowadzenie tej kontroli, przez którą ucierpiał honor Rosji. Krzyczał, że dopilnuje, aby usunięto mnie z zajmowanego przeze mnie stanowiska. Odpowiedziałem mu, że wykonuję tylko swoje obowiązki i aby pokazać mu w czym rzecz, otworzyłem w jego obecności dwie lub trzy dodatkowe walizki, po czym opuściłem kabinę C-47 i skinięciem głowy odwołałem wartownika.
Pułkownik towarzyszył mi w drodze do baraków idąc obok mnie. Bez wątpienia zauważył, że nie jest w stanie wywrzeć na mnie żadnej presji. Niewykluczone że sądził, iż nie zdaję sobie sprawy z wagi tego, co zobaczyłem. Jego głowę zaprzątało jedynie to, aby te walizki jak najszybciej trafiły do Moskwy. Bardzo chciał wiedzieć, co zamierzam zrobić. Dzisiaj wiem, co należało zrobić. Nie powinienem był pozwolić odlecieć im do Rosji, ale niestety odleciały.
Pułkownik Kotikow poprosił mnie, abym nie otwierał więcej walizek, dopóki nie nadejdą odpowiednie instrukcje z Departamentu Wojny. Powiedział też, że ma nadzieję, iż nie będzie musiał przenosić mnie w inne miejsce. Sądziłem jednak, że zostanę zwolniony. Byłem o tym tak przekonany, że nawet spakowałem już swoje rzeczy. Jednak z Departamentu Wojny nie nadchodziły żadne informacje. W końcu wywnioskowałem, że Kotikow nie złożył na mnie żadnej skargi. Przyszło mi na myśl, że może nie ośmielił się tego zrobić.
Na ręce pułkownika George’a F. O’Neilla, który pełnił obowiązki oficera do spraw bezpieczeństwa 34 Oddziału Zapasowego w Gore Field, złożyłem raport, w którym opisałem sprawę pięćdziesięciu walizek, jakie sprawdziłem. Zainteresowało go to do tego stopnia, że przekazał mój raport swojemu zwierzchnikowi w Spokane. Jednak z jego strony nie nadeszła żadna odpowiedź, nawet po powtórnym złożeniu raportu przez pułkownika O’Neilla. Najwidoczniej nikt nie chciał rzucać cienia na nasze przymierze...
„TYLKO NIE PRODUKUJCIE ZA WIELE...”
Pewnego kwietniowego ranka w roku 1943 pułkownik Kotikow zapytał mnie, czy nie znalazłoby się jakieś wolne pomieszczenie, w którym można by było przechować bardzo ważny towar o wadze około dwóch tysięcy funtów.
— Niestety — odrzekłem — mamy już na składzie ćwierć miliona funtów towarów i więcej się nie zmieści.
W odpowiedzi poprosił mnie, abym połączył go z Waszyngtonem. Słyszałem, jak przez krótką chwilę rozmawiał w swoim ojczystym języku, po czym zasłonił ręką na krótko mikrofon słuchawki i powiedział do mnie po angielsku:
— Wkrótce przyleci do nas bardzo ważny ładunek eksperymentalnych materiałów chemicznych.
Następnie znowu zaczął mówić po rosyjsku, a po chwili – ponownie do mnie – po angielsku.
— Zaraz podejdzie Pan Hopkins — oznajmił. To, co nastąpiło później, było największą niespodzianką w całym moim życiu. Podał mi słuchawkę, mówiąc: — Wielki Szef, Pan Hopkins, chce z panem rozmawiać.
To było coś. Po raz pierwszy miałem rozmawiać z tym legendarnym człowiekiem, czołową postacią świata Lend-Lease, którego byłem częścią. Musiałem uważać na to, co mówię i robię. Moja pamięć, na którą normalnie nie narzekam, była pobudzana przez dreszcz związany z tym wydarzeniem. Co więcej, zapadło mi ono mocno w pamięci, ponieważ w czasie całego mojego dwudziestopięciomiesięcznego pobytu na lotnisku Newark i w Great Falls było to dla mnie niezwykłe przeżycie.
— Mówi Jordan — wyjąkałem w końcu pełen niepokoju.
— Tu mówi Hopkins — usłyszałem nagle w słuchawce męski głos. — Czy to pan jest moim tamtejszym ekspedytorem?
Odrzekłem, że jestem przedstawicielem Narodów Zjednoczonych w Great Falls współpracującym z pułkownikiem Kotikowem.
Kto w takich okolicznościach mógłby wątpić, że rozmawia z Harrym Hopkinsem? Przyjaciele sugerowali mi, że mógł to być Amerykanin i jednocześnie sowiecki agent. Ta możliwość wydaje mi się bardzo wątpliwa, ponieważ uwaga, którą chwilę później uczynił, całkowicie przeczy temu przypuszczeniu, jako że tylko ja i on wiedzieliśmy o tym, o czym napomknął.
— Czy piloci, których panu wysłałem, dotarli do pana? — zapytał.
— Tak, proszę pana — odrzekłem. — Bardzo się nam przydali, pomogli nam w rozładowaniu korków, jakie mieliśmy w Rurociągu.
Hopkins wysłuchał mnie uważnie i przeszedł od razu do sedna sprawy, o której chciał ze mną rozmawiać.
— Posłuchaj mnie uważnie, Jordan — powiedział. — Niedługo przybędzie do was bardzo ważny ładunek z chemikaliami. Chcę, abyś przesłał go dalej. To wyjątkowa przesyłka.
— Czy mam powiedzieć o tym głównodowodzącemu? — zapytałem.
— W żadnym wypadku. Nie chcę, abyś rozmawiał o tym z kimkolwiek — rozkazał. — Tej sprawy ma nie być w aktach. Nie rób wokół tego zbyt wielkiego szumu, po prostu, wyślij to szybko i po cichu.
Zapytałem go, w jaki sposób poznam, że to właśnie ten ładunek a nie inny. Zasłonił słuchawkę telefonu i usłyszałem, jak zwraca się do kogoś z pytaniem: „Jak Jordan pozna samolot z naszym ładunkiem, kiedy już tam doleci?” – po czym po chwili z powrotem usłyszałem jego głos w słuchawce: — Rosyjski pułkownik, który jest tam z panem, wskaże panu właściwy samolot. Proszę wyekspediować go najszybciej, jak to tylko możliwe, i proszę usunąć wszystkie zapiski dotyczące tego transportu!
Następnie usłyszałem głos innej osoby mówiącej z rosyjskim akcentem, która zażądała rozmowy z pułkownikiem Kotikowem. Byłem bardzo ciekaw, kiedy pułkownik skończy rozmowę. Chciałem wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i skąd przybędzie ten ładunek. Pułkownik powiedział, że będzie jeszcze więcej takich przesyłek, które przylecą z Kanady.
— Coś ci pokażę — oznajmił.
Przypuszczalnie po mojej rozmowie z Hopkinsem zostałem uznany za członka „loży”. Ze swojego stosu dokumentów dotyczących chemikaliów przeznaczonych do celów wojskowych Kotikow wyjął teczkę z dokumentami zatytułowaną „Bomba Proszkowa”. Wyjął z niej kartkę papieru i na samym jej początku pokazał mi coś palcem. Po chwili moje oczy dostrzegły słowo „Uran”. Powtarzam raz jeszcze, że w roku 1943, zarówno dla mnie, jak i dla większości Amerykanów to słowo nic nie znaczyło.
Ładunek, który miał przybyć w niedługim czasie, był jedynym, jaki przeszedł wyłącznie przez moje ręce, nie licząc prywatnych zakupów Rosjan, takich jak ubranie czy alkohol. Był to jedyny ładunek spośród ogromnej masy towarów, jakie przesłałem do Rosji, którego nie wolno mi było nigdzie odnotować. Był również jedynym, o którym miałem nie informować swoich przełożonych i który miałem zachować w całkowitej tajemnicy.
Pomimo pośpiechu, jakiego oczekiwał ode mnie Hopkins, samolot przewożący ten ładunek przyleciał z pięciotygodniowym opóźnieniem. Rano 10 czerwca spostrzegłem stojący na pasie samolot transportowy C-47. Podszedłem do niego i zapytałem pilota, na co czeka. W odpowiedzi pilot odrzekł mi, że czeka na przylot specjalnego ładunku. Siedem lat później pilot ten przedstawił się prasie jako porucznik sił powietrznych Ben L. Brown z Cincinnati.
Zapytany o ten samolot pułkownik Kotikow odpowiedział mi, że ładunek, którym tak bardzo interesował się Hopkins, stoi właśnie na podjeździe kolejowym. Dodał, że powinienem jak najszybciej wysłać po niego ciężarówkę. Przybył on prosto z Toronto pod eskortą jednego rosyjskiego strażnika. Później zanotowałem jego nazwisko w moim pamiętniku. Nazywał się Władimir Anoufriew. Przypisałem mu inicjały „K. K.”, które oznaczały „kanadyjski kurier”.
Ładunek składał się z 15 drewnianych skrzyń, które miały odlecieć do Moskwy przez Alaskę. Porucznik Brown powiedział później, że w Fairbanks jedna ze skrzyń wypadła z samolotu i w wyniku uszkodzenia jednego z jej rogów wysypała się z niej niewielka ilość proszku w kolorze czekolady. Powodowany ciekawością wziął jego garść i zapytał, czy ktoś wie, co to jest. Sowiecki oficer wytrącił mu go z ręki i nerwowo zaczął krzyczeć: „Nie, nie, to może spalić ręce!”
Dopiero w drugiej połowie roku 1949 udowodniono ostatecznie dzięki wiarygodnym zapisom, że w czasie wojny rządowe agencje Stanów Zjednoczonych dostarczyły Rosjanom co najmniej trzy ładunki zawierające związki uranu. Łącznie 1465 funtów, czyli blisko trzy czwarte tony. Potwierdzono także wysyłkę około jednego kilograma, to jest 2,2 funta, metalicznego uranu, w czasie gdy całkowity amerykański jego zapas wynosił zaledwie 4,5 funta.
W operację tę zamieszany był zarząd Lend-Lease, Departament Handlu, Wydział Dostaw Departamentu Skarbu i Rada Ekonomiczna ds.Działań Wojennych. Wmieszany w to był także Departament Stanu, który odmówił wglądu w akta operacji Lend-Lease i jej następczyni Agencji Ekonomii Zagranicznej.
Pierwsze dwa ładunki zawierające uran wyruszyły z Great Falls drogą powietrzną. Trzeci wysłano ciężarówką i koleją z Rochester w stanie Nowy Jork do Portland w Oregonie, a następnie drogą morską do Władywostoku. Pierwsze dwa ładunki wysłano w marcu i czerwcu 1943 roku a trzeci w lipcu 1944. Ładunek, o którym rozmawiałem z Hopkinsem, bez wątpienia dotyczył tego z czerwca 1943 roku.
Była to nie tylko największa z naszych transakcji uranowych, jakie przeprowadziliśmy ze Związkiem Sowieckim, ale i najbardziej szokująca. Wydaje się, że nie było niczego, co by mogło powstrzymać naszych przedstawicieli przed udzieleniem Rosjanom niezbędnej pomocy w celu opanowania przez nich tajemnic syntezy jądrowej. Przez cztery lata monopol na posiadanie bomby atomowej był naszym atutem w polityce zagranicznej. Jednak 23 września 1949 roku, dużo wcześniej niż przewidywał Waszyngton, prezydent Stanów Zjednoczonych oznajmił, że na terenie Związku Radzieckiego miała miejsce eksplozja bomby atomowej.
Z uwagi na bezpieczeństwo narodowe wiosną 1943 roku, w czasie prowadzenia prac w ramach Projektu Manhattan, nałożono embargo na eksport materiałów uranowych. Jednak gorliwcy zasiadający w Waszyngtonie ustalili, że Rosjanie muszą za wszelką cenę posiąść wszystkie składniki potrzebne do budowy własnej bomby atomowej. Już najwyższa pora, aby właściwie ocenić panujący w owym czasie silny prosowietyzm.
Na przykład Joseph E. Davies, ambasador Stanów Zjednoczonych w Związku Radzieckim w latach 1936–1939, był autorem książki i filmu zatytułowanego Misja w Moskwie, który siał wręcz skandaliczną propagandę. W wywiadzie z 18 lutego 1946 roku, jakiego udzielił waszyngtońskiej gazecie Times-Herald, powiedział: „Rosjanie mają moralne prawo szukać w samoobronie sposobu na skonstruowanie bomby atomowej, nawet gdyby mieli posłużyć się do tego wywiadem wojskowym, zwłaszcza w sytuacji gdy zostali wykluczeni z grona wtajemniczonych, mimo iż byli jednym z Aliantów”. Był także profesor Harold C. Urey, amerykański naukowiec, który bardzo dobrze znał kulisy Projektu Manhattan. Jeszcze 14 grudnia 1949 roku w raporcie opracowanym dla Komitetu Unii Atlantyckiej stwierdził, że major Jordan powinien trafić pod sąd wojenny, jeśli z jego rozkazu usunięto cokolwiek z samolotów lecących do Rosji.
Kiedy amerykańskie dostawy zostały odcięte, w celu wymanewrowania generała Grovesa niezbędne materiały zaczęto dostarczać z Kanady. Dopiero w roku 1946 dowódca Projektu Manhattan dowiedział się od Komitetu Do Badania Działalności Antyamerykańskiej, że jego blokada została przełamana.
Zeznania, jakie złożyłem pod przysięgą, sprowadzały się tylko do jednego wniosku: objazd przez Kanadę był wspierany przez Hopkinsa. Na jego polecenie zarząd Lend-Lease wydał stosowne zezwolenie, bez którego żaden ładunek nie mógł normalnie nigdzie wyruszyć. Do transportu wykorzystywano kanały przerzutowe należące do Lend-Lease oraz zatrudniony w tej operacji personel, w tym także mnie. Ślady tego spisku ukrywano w księgach rozliczeń Lend-Lease pod nazwą transakcji „gotówkowych”. Należność za cały ten ładunek opłaciła czekiem firma Amtorg Trading Corporation.
Ponieważ początkowy etap transportu ładunków wysyłanych do Rosji nadzorowali Amerykanie, niemożliwe było ominięcie terytorium Stanów Zjednoczonych – obojętne czy była to Alaska, czy Montana. Dlatego tak ważne było zdobycie licencji eksportowej, jaką mogła wydać tylko Rada Ekonomiczna ds. Działań Wojennych. W tym celu sporządzono odpowiedni dokument ukrywający amerykańskie pochodzenie towaru. Jego treść zmieniono tak, aby możliwe było przeprowadzenie manewru z wykorzystaniem Kanady jako zasłony. Dokonali tego przedstawiciele Rady Ekonomicznej ds. Działań Wojennych, których tożsamość została ukryta przez Departament Stanu. Tak poprawiona licencja eksportowa została wydana 29 kwietnia 1943 roku i nosiła numer C-1643180.
Zapomniano jednak o dwóch bardzo istotnych faktach: (a) na towar dostarczany przy użyciu zwykłych samolotów potrzebne były faktury, (b) wojskowe siły lotnicze prowadziły swoje operacje nie tylko w Great Falls, ale i w Fairbanks. Rachunki i listy przewozowe dostarczają niepodważalnych dowodów na to, że 9 czerwca 1943 roku do Great Falls dostarczono piętnaście skrzyń zawierających uran, które wysłano następnie samolotem należącym do Lend-Lease do Związku Radzieckiego.
Ładunek pochodził z Eldorado Mining & Refining, Ltd w Great Bear Lake i został przesłany przez port Hope w Ontario. Kanadyjska licencja na eksport broni o numerze OF1666 zezwalała na tę wysyłkę. Towar przewiozła koleją firma Chicago, Milwaukee, St Paul & Pacific Railway. Jako konsygnatariusz figurował pułkownik Kotikow, przedstawiciel Komisji ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego z siedzibą w Gore Field i Great Falls.
Za całą tą sprawą kryje się jeszcze inna historia. 1 lutego 1943 roku na biurko zatrudnionego w firmie Chematar, Inc. w Nowym Jorku Hermanna H. Rosenberga trafił dokument z pytaniem o możliwość dostarczenia uranu. Prośbę tę złożyła Komisja ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego, która potrzebowała 220 funtów (99,8 kg) tlenku uranu, 220 funtów azotanu uranu oraz 25 funtów (11,3 kg) metalicznego uranu.
W tym czasie budowano właśnie laboratoria w Oak Ridge, które miały być ukończone dopiero za rok. Sześć dni wcześniej Rada ds. Produkcji Wojennej wydała rozporządzenie numer M-285, które określało formy kontroli dystrybucji składników zawierających uran wśród rodzimych gałęzi przemysłu, w tym zakładów produkujących szkło i ceramikę. Był to wybieg mający umożliwić eksport tego rodzaju materiałów, które mogły dzięki temu być wykorzystane do celów wojennych. Rosjanie twierdzili, że pilnie potrzebują azotanu uranu do badań medycznych oraz tlenku uranu i uranu w postaci kruszcu do hartowania stali, z której wyrabiali lufy armat i karabinów. W tej sytuacji Stanom Zjednoczonym nie pozostało nic innego do zrobienia, jak tylko zaakceptować ich prośbę, aby nie dawać im powodu do podejrzeń, że im nie ufamy.
Mataliczny uran był nieosiągalny. Jednak 23 marca na skutek interwencji Rosenberga firma S.W. Shattuck Chemical Co. z Denver wysłała pułkownikowi Kotikowowi do Great Falls cztery ładunki o wadze 691 funtów (313,4 kg) każdy. List przewozowy wystawiony przez firmę Burlington Railroad określał zawartość ładunku jako „Substancje chemiczne”. Oprócz tego Rosenberg dołączył do niego osobisty list skierowany do pułkownika Kotikowa, w którym podał jego szczegółową zawartość. Składał się on z 220 funtów azotanu uranu i 200 (a nie 220) funtów tlenku uranu. Dopóki odpowiedzialność za tę transakcję spoczywała na Lend-Lease i była ona pokrywana z amerykańskich funduszy, dopóty nikt nie wymagał żadnej licencji na eksport. Ładunek wysłano bez żadnych zakłóceń „Rurociągiem”.
Jednak Rada ds. Produkcji Wojennej, która udzielała zezwolenia na tę transakcję, zaalarmowała Projekt Manhattan. Było już jednak za późno, aby powstrzymać transakcję z firmą Shattuck. Generał Groves pogodził się z nią niechętnie i tylko pod warunkiem, że nie zdradzi się Rosjanom znaczenia tych substancji chemicznych, co oczywiście nie było dla Rosjan żadną tajemnicą.
Podczas śledztwa często w zakłopotanie wprawiały mnie pytania, dlaczego wykazy eksportowe do Rosji nic nie wspominały o uranie. Wysyłka towaru przez firmę Shattuck była legalna i miała akceptację Lend-Lease, Rady ds. Produkcji Wojennej oraz Projektu Manhattan.
Kilka miesięcy później odwiedziłem Johna F. Moynihana, byłego członka redakcji gazety Newark News. W czasie mojej służby na lotnisku w Newark, był podporucznikiem, który doszedł do stopnia pułkownika jako „odpierający ataki rzecznik prasowy” generała Grovesa. Do jego obowiązków należało wyciszanie spraw.
— Słyszałem, jak pan gubi się w zeznaniach — powiedział. — Sądzę, że mogę opowiedzieć panu o czymś, czego pan zapewne nie słyszał. Otóż, wysłano mnie do Denver w celu zatuszowania sprawy związanej z firmą Shattuck i jej transportami. Wszystko to ukryto pod nazwą „mieszanina związków soli” i umieszczono w kartotekach dotyczących zupełnie innego metalu.
Generał Groves starał się jak najszybciej zatuszować aferę, jaka wynikła w związku ze skrzyniami firmy Shattuck. Na początku kwietnia nałożył obowiązujące w całym kraju embargo polegające na zawieraniu dobrowolnych kontraktów z brokerami produktów chemicznych, którzy obiecali Stanom Zjednoczonym pierwszeństwo w zakupie tlenku uranu, azotanu uranu i uranianu sodowego, jakie otrzymywali od swoich kontrahentów.
O całej tej sprawie z uranem Rosenberg dowiedział się, kiedy chciał zrealizować następne zamówienie Komisji ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego. Zamówienie opiewało na 500 funtów (226,8 kg) azotanu uranu i taką samą ilość tlenku uranu. 23 kwietnia 1943 roku Rosenberg skontaktował się z firmą Canadian Radium & Uranium Corp. z Nowego Jorku, która była wyłącznym dystrybutorem firmy Eldorado Mining & Refining, Ltd, producenta uranu z Great Bear Lake.
Po czterech dniach negocjacji Rosenberg mógł zawiadomić Rosjan, że sprawa zakończyła się dla nich pomyślnie. Ładunek z Ontario do Great Falls i dalej do Moskwy został wysłany.
Machlojka związana z Port Hope polegała między innymi na tym, że pozwalała ominąć kontrolę Rady ds. Produkcji Wojennej, która z pewnością ostrzegłaby Projekt Manhattan, gdyby znała fakty. Jednak jurysdykcja Rady rozciągała się jedynie na południe od granicy z Kanadą.
Generał Groves został bezzwłocznie powiadomiony o złożeniu przez Rosjan zamówienia na 1000 funtów (453,6 kg) soli uranowej. Nie martwił się tym zbytnio, sądząc, że embargo na eksport będzie skuteczne. Po odmowie akceptacji tego zamówienia, po pewnym czasie zmienił zdanie i zaaprobował je, mając nadzieję, że uda mu się w ten sposób ustalić, czy Rosjanie zdołają zdobyć uran, który Projekt Manhattan przeoczył. Przed wybuchem wojny przemysł Stanów Zjednoczonych zużywał rocznie ponad 200 ton chemicznych związków uranu.
— Nie przypuszczaliśmy, że te materiały opuszczą nasz kraj — wyznał generał Groves 7 grudnia 1949 roku. — Powinno się było temu zapobiec.5
Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, embargo było skuteczne. O tym, że omijano je za pośrednictwem Kanady, generał Groves dowiedział się dopiero 3 lata później.
Kolejne naruszenie embarga nastąpiło w roku 1944 wraz z trzecią dostawą związków uranu do Rosji. Był to głównie azotan uranu. W maju tego samego roku pułkownik Kotikow pokazał mi zawiadomienie z Komisji ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego, abym zwrócił uwagę na ładunek zawierający 500 funtów (226,8 kg) związku uranu, który miał wkrótce nadejść. Niedługo potem pułkownik poleciał do Rosji. Na zakończenie swojej misji w Stanach Zjednoczonych zaproponował osobiście zawieźć ten cenny ładunek do Moskwy.
Transakcja była zaaranżowana przez Lend-Lease i nadano jej charakter zwykłej „umowy handlowej”. Zamiast firm Chematar i Canadian Radium & Uranium na kontrahenta wybrano Wydział Dostaw Departamentu Skarbu, mimo iż zgodnie z przepisami nie miał on prawa dostarczać produktów uranowych do Związku Radzieckiego.
Dostawców wyłoniono w drodze licytacji. Zwycięzcą została firma Eastman Kodak Company. Podczas realizacji kontraktu oczekiwane 500 funtów zmalało do 45 (20,4 kg).Eastman Kodak poinformował o tym zamówieniu Radę ds. Produkcji Wojennej.
Bez względu na motywy Kodak był zdecydowany nie wysyłać ładunku drogą powietrzną. Po inspekcji, jaką w Rochester przeprowadził Departament Skarbu, firma MacDaniel Trucking Company przewiozła go 24 lipca do Składu Wojskowego w Terre Haute w stanie Indiana. Ładunek przetransportowano wagonem towarowym numer 97 352 należącym do firmy Erie Railroad i 11 sierpnia dostarczono do Północnego Portland w stanie Oregon. Za pomocą nie ustalonych jeszcze środków transportu azotan uranu przewieziono na pokład rosyjskiego statku Kaszirstroj, który 3 października odpłynął do Władywostoku. Pułkownik Kotikow, który planował triumfalny powrót do swojej ojczyzny z ćwierćtonowym ładunkiem „proszku do bomb” jako swoim trofeum, z rozgoryczeniem porzucił ten zamiar, dowiedziawszy się, że będzie go tylko 45 funtów.
Za kupno uranu dla Projektu Manhattan w roku 1944 odpowiadał dr Phillip L. Merritt. 24 stycznia 1950 roku zeznał on pod przysięgą przed Komitetem Do Badania Działalności Antyamerykańskiej, że był zdumiony, dowiedziawszy się dzień wcześniej, iż zamówiony w firmie Eastman Kodak materiał wysłano do Rosji jako zamówienie wojskowe.
Generał Groves podobnie jak dr Merritt nic o tym nie wiedział. Na procesie zapytano go jako świadka, czy jest możliwe, aby w roku 1944 wysłano uran do Związku Radzieckiego. Generał odpowiedział: „Jeśli my w tym nie pomagaliśmy, to nie było to możliwe, nie bez naszej wiedzy. Jeśli jednak tak się stało, musiało się to odbyć w tak wielkiej tajemnicy, żeby nie można było tego odkryć”.6 Generał Groves oznajmił także, że nie było takiej możliwości, aby Rosjanie mogli zdobyć w Stanach Zjednoczonych uran „bez poparcia ważnych osobistości z rządu”.7
Komisja ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego posiadała informacje, które pozwoliły Rosjanom wyprodukować z soli uranowych 25 funtów metalicznego uranu przy zastosowaniu procesu, który wymagał użycia wysoko specjalistycznego sprzętu. Za radą i wsparciem ze strony Lend-Lease przedstawiciele Komisji przez okrągły rok pukali do wszelkich możliwych drzwi, od Wojskowego Zaopatrzenia Chemicznego zaczynając, a na biurze Sekretarza Stimsona kończąc. Uran w postaci metalicznej w rzeczywistości nie istniał w Stanach Zjednoczonych i dlatego nie było go na liście Projektu Manhattan obejmującej materiały objęte embargiem, ani też nie był określany materiałem „strategicznym”.
Listem do dyrektora Komisji, generała Leonida G. Rudenki, z 17 kwietnia 1944 roku Stimson zakończył sprawę serii grzecznościowych odmów, jakich udzielano Komisji. Jednak Moskwa była uparta. Pod wpływem jej nacisków Komisja i jej amerykańscy przyjaciele mieli silny bodziec do działania. Pomyślano, że można by uran wyprodukować na zamówienie jakiejś prywatnej firmy.
Podobnie jak w innych przypadkach, również do tej sprawy zabrano się w sposób okrężny. Najpierw Komisja zwróciła się z propozycją do Manufacturers Chemical Co.mieszczącej się pod numerem 527 przy Piątej Alei w Nowym Jorku. Z kolei firma ta przesłała zamówienie do firmy A.D. Mackay Inc. mieszczącej się przy ulicy Broadway 198, a ta do Cooper Metallurgical Laboratory z Cleveland. Zarówno Mackay, jak i koncern Cooper, nie podejrzewali, że ich klientem jest Związek Radziecki.
Mackay poinformował o swoim zamówieniu Radę ds. Spraw Produkcji Wojennej, a ta ludzi odpowiedzialnych za Projekt Manhattan. W rezultacie do Cleveland wysłano Lawrence’a C. Burmana, który był jednym z ekspertów zajmujących się rzadkimi metalami, aby nakłonić firmę Cooper do „obniżenia jakości” swojego produktu. Nie wyjaśnił im, dlaczego mają tak zrobić. Wyprodukowana czteroipółfuntowa (2 kg) bryła metalu zamiast 99 procent uranu zawierała go tylko 87,5 procent.
Następnie dostarczono Rosjanom niewielką próbkę tej bryły, aby pokazać im, co „można uzyskać w Stanach Zjednoczonych”. Ostatecznie wysłano im tylko jeden kilogram uranu. W odpowiedzi Komisja przestała domagać się czystego uranu. Aby nie wzbudzać niczyich podejrzeń, od 1944 roku w wykazach materiałów eksportowanych do Rosji pomijano ten metal.
Od samego początku Projekt Manhattan w przeciwieństwie do atmosfery, jaka panowała w Waszyngtonie, był określany przez generała Grovesa jako „jedyne miejsce, jakie znam, w którym panują antyrosyjskie nastroje”.8 Wszystkie ślady prób szpiegostwa w Nowym Jorku, Chicago i Berkley w Kalifornii prowadziły do ambasady Związku Radzieckiego. W październiku 1942 roku doprowadziły one generała Grovesa do przekonania, że prawdziwymi wrogami amerykańskiego bezpieczeństwa atomowego nie są wcale Niemcy lub Japończycy, lecz Rosjanie. „Podejrzewanie Rosjan nie było zbyt popularne w pewnych kręgach [w Waszyngtonie]” – twierdził generał. – „Podejrzenia skierowane przeciwko Rosjanom były popularne w Oak Ridge i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie ufamy już im ani trochę. Od tamtego czasu całe nasze bezpieczeństwo było oparte na uniemożliwieniu Rosjanom dowiedzenia się czegokolwiek”.9
Liczne dowody wskazywały na to, że Rosjanie wiedzieli wszystko od A do Z. Dzięki procesom, jakie miały miejsce w Kanadzie, Anglii i Stanach Zjednoczonych, dowiedzieliśmy się o istnieniu siatki szpiegowskiej, która była tak efektywna, że jak wyznał jeden z uczonych, Rosja „powinna była stworzyć własną bombę atomową przed wrześniem 1949 roku”. Jej szefem był sowiecki wicekonsul w Nowym Jorku, Anatolij A. Jakowlew, który w roku 1946 uciekł do Rosji.
HISTORIA „CIĘŻKIEJ WODY”
To, co popularnie nazywa się „ciężką wodą”, w języku technicznym określa się tlenkiem deuteru. Co więcej, występuje on w postaci krystalicznej a nie płynnej.
Powołując się na źródła medyczne i inne tlenek uranu i azotan uranu nie mają żadnego zastosowania terapeutycznego. Przez pewien czas Niemcy używali ich w sprayu do gardła. Lek ten nosił nazwę Uranwein i był przeznaczony dla diabetyków. Tlenek uranu był wykorzystywany jako stop do utwardzania stali, ale ze względu na różnego rodzaju trudności zaprzestano eksperymentów z nim. Dlatego kiedy Moskwa poprosiła o pewną ilość ciężkiej wody, szydło wyszło z worka. Poza kilkoma ciekawymi eksperymentami polegającymi na opóźnianiu wzrostu roślin ciężka woda posiada tylko jedną interesującą właściwość: jest najlepszym moderatorem służącym do spowalniania neutronów wyzwalanych podczas reakcji jądrowych.
Zapisy dowodzą,10 że 23 sierpnia 1943 roku Hermann Rosenberg z Chematar otrzymał od Komisji ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego zamówienie na 1000 gramów tlenku deuteru. Jako zastosowanie podano „badania naukowe”. Dostarczycielem była firma Stuart Oxygen Co. z San Francisco, która przesłała go 30 października pociągiem ekspresowym do biura Chematar w Nowym Jorku. Z kolei Rosenberg przesłał go do siedziby Komisji w Waszyngtonie, a ta 29 listopada wyekspediowała go „Rurociągiem” do firmy Rasnoimport w Moskwie.
Zamówiony towar był zapakowany z taką starannością, jakby była to szkatułka zawierająca drogocenną biżuterię. Czterdzieści ampułek ułożonych w stos, każda o wadze 25 gramów i otoczona tubą wypełniona bawełną. Ampułki umieszczone były w czterech kartonach po dziesięć sztuk w każdym, zaś kartony dla zwiększenia bezpieczeństwa umieszczono dodatkowo w wielkiej drewnianej skrzyni, która owinięta była linami i zalakowana. Cała skrzynia ważyła 41,12 funta (18,65 kg). Zawarta w skrzyni substancja była tak droga jak jakieś rzadkie perfumy – 80 dolarów za uncję (28,35 g).
Eksport ciężkiej wody do Związku Radzieckiego został usankcjonowany zezwoleniem numer 366 wydanym 15 listopada. Było ono podpisane przez Williama C. Moore’a z Wydziału Zaopatrzenia Związku Radzieckiego Zarządu Lend-Lease.
Gdyby generał Groves wiedział o tym, ten ładunek nigdy nie opuściłby Stanów Zjednoczonych. Gdyby wtedy wiedział, że można kupić 1000 gramów ciężkiej wody, to jak sam wyznał, sam by ją kupił. „O ile oczywiście byłaby ona wystarczająco czysta” – dodał.11 Jak wykazało niezależne badanie przeprowadzone na zlecenie Rosenberga przez laboratorium firmy Abbot A. Hanks, Inc. w San Francisco, czystość tej wody wahała się między 99,7 i 99,8 procent.
Na początku roku 1945 Komisja ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego złożyła Rosenbergowi kolejne zamówienie na ciężką wodę. Potrzebowano jej wtedy tylko 100 gramów. Ponownie zwrócił się on z tym do koncernu Stuart Oxygen Co., który 7 lutego wysłał te „płynne diamenty” na adres jego firmy. Tydzień później Rosenberg przesłał je do Komisji. Co się z nimi dalej stało, nie wiadomo. W sierpniu tego samego roku Rosenberg został naturalizowany w Stanach Zjednoczonych i w ten sposób stał się obywatelem naszego kraju...
Czy jeden kilogram ciężkiej wody i setki funtów związków uranu to za mało, aby wykorzystać je do budowy czegoś ważnego?
Specjaliści twierdzą zgodnie, że ilość dostarczonych materiałów była zbyt mała, aby można było z nich wyprodukować bombę lub eksperymentalny stos atomowy. Jednocześnie twierdzą, że do badań wystarczy czasami niewielka drobina substancji. Pierwszego plutonu, jaki wyprodukowano, nie wystarczyłoby nawet na łebek od szpilki. Do określenia większości jego właściwości wystarczyło zaledwie 0,5 miligrama, mimo iż jeszcze 18 miesięcy wcześniej w ogóle nie znano tego pierwiastka.
Zakładając, że do Związku Radzieckiego wysłano 1465 funtów (664,5 kg) związków uranu, metalurdzy oszacowali, że można z nich wyprodukować 875 funtów (396,9 kg) naturalnego uranu, a z niego 6,25 funta (2,83 kg) uranu 235U nadającego się do przeprowadzenia reakcji jądrowych. Jednak 4,4 funta (2,0 kg) uranu, który został dostarczony w późniejszym okresie, wystarczyłoby do przeprowadzenia eksplozji atomowej. Osobą, która twierdzi, że taka ilość substancji chemicznych mogłaby być wystarczająca do wyprodukowania bomby atomowej, był dr Henry De-Wolf Smyth z Uniwersytetu Princeton, który napisał na prośbę generała Grovesa pracę na ten temat, którą wydano w roku 1945.
Dzięki Shattuck i Eldorado Rosjanie zdobyli łącznie 1420 funtów (644,0 kg) uranu. Wysuwając trzecią prośbę, Rosjanie oczekiwali zgromadzić następne 500 funtów (226,8 kg). W tym przypadku odesłano ich do nas do Montany. Gdyby udałoby się im zdobyć całe 500 funtów zamiast 45 pięciu, to mieliby razem 1920 funtów (870,9 kg) uranu.
W swoim Paryskim laboratorium szef Francuskiej Komisji ds. Energii Atomowej, Frederic Joliot-Curie, zbudował eksperymentalny stos atomowy, który nazwał czule „Zoe”. W chwili obecnej stos ten nadal pracuje, mimo iż jego moc jest już niewielka. Jak powiedział, ilość użytych do jego budowy kryształów uranu wyniosła „około jednej tony”.
Istotne w tym wszystkim jest nie to, ile materiałów Rosjanie otrzymali, ale ile chcieli otrzymać. Z typowym dla komunistów uporem i silnym poparciem ze strony Białego Domu oraz Lend-Lease Komisja ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego usiłowała pozyskać 8,5 tony tlenku uranu oraz azotanu uranu, a także 25 funtów (11,3 kg) metalicznego uranu. W lutym 1943 roku Rosjanie rozpoczęli swoje zabiegi. Trwały one do kwietnia 1944 roku, kiedy to Sekretarz Stimson w końcu je zdławił.
Istnieje wiele przykładów na to, co można zrobić z mniej niż 17 tonami uranowego proszku. Jednym z nich jest model stosu atomowego, który 2 grudnia 1942 roku rozpoczął pracę na uniwersytecie w Chicago. „O ile nam wiadomo” – wspomina dr Smyth – „był to pierwszy raz, kiedy istota ludzka zainicjonowała atomową reakcję łańcuchową”. Stos miał moc 200 watów i posłużył jako model do budowy pierwszej elektrowni atomowej o nazwie Handford Engineer Works. Ilość uranu potrzebna do uruchomienia stosu wynosiła 6 ton. Jeszcze przed Projektem Manhattan grupa naukowców z Uniwersytetu Columbia rozpoczęła serię eksperymentów pod kierunkiem dwóch urodzonych za granicą uczonych, Węgra Leo Szilarda i Włocha Enrico Fermiego. Obydwaj mieli tak mało pieniędzy, że 10 000 funtów (4535,9 kg) tlenku uranu musieli „wypożyczyć” po 30 centów za funt. „Wypożyczyli” go od Borisa Pregela, szefa firmy Canadian Radium & Uranium Corp. z Nowego Jorku. Później prasa niesłusznie uczyniła z niego kozła ofiarnego za sprawą tajnego ładunku wysłanego przez Kanadę.
Tak więc była to praca przygotowawcza, która doprowadziła do stworzenia przez człowieka, po raz pierwszy w całej jego historii, zupełnie nowych pierwiastków: neptunu-93 i plutonu-94. Dzięki pomysłowej grupie marzycieli, w krótkim czasie powstała fabryka plutonu w Handford w stanie Waszyngton, a następnie pierwsza amerykańska bomba atomowa. Ilość potrzebnych do tego materiałów oscylowała w granicach nie 17, ale 10 ton.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiłem na wydanie magazynu Life z 27 lutego 1950 roku, na krótko przed moim drugim wystąpieniem w sądzie, jeszcze przed rozpoczęciem działalności Komitetu Do Badania Działalności Antyamerykańskiej. Jego egzemplarz przyniosłem ze sobą do sądu. Zawierał on mocno ilustrowany artykuł na temat bomby atomowej. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, że stos składający się z plutonu zawiera ogromne bloki grafitu, które są otoczone ciężkimi ścianami z betonu przeplecionymi aluminiowymi rurami. W rurach tych znajdują się bryłki naturalnego uranu zawierające jeden procent uranu 235U. Intensywność reakacji zachodzących w stosie regulowana była za pomocą prętów wykonanych z kadmu.
Grafit, kadm, aluminiowe rury – gdzie wcześniej spotkałem się z tymi słowami? Przecież wszystkie te terminy były zapisane w moim dzienniku w wykazach towarów wysłanych do Rosji w ramach operacji Lend-Lease. Ponownie przejrzałem go uważnie i odkryłem, że w latach 1942–1945 wysłaliśmy do Związku Radzieckiego 3692 tony naturalnego grafitu, 417 ton kadmu oraz 6883 tony rur aluminowych.
Najbardziej zaskakująca była ilość kadmu, głównie ze względu na jego niemal zupełny brak w Stanach Zjednoczonych i to, że tylko gdzieniegdzie występuje on w Związku Radzieckim. Ze względu na wojnę ilość produkowanego przez Stany Zjednoczone kadmu wzrosła z 2182 ton w roku 1940 do 4192 w roku 1945.
Interesujące jest to, że w latach 1942–1945 wysłaliśmy do Rosji 437 ton kobaltu, co jest wręcz oszołamiającą liczbą w odniesieniu do amerykańskiej produkcji tego pierwiastka, którym przed wojną nikt się nie interesował, a którego wydobycie w czasie jej trwania wzrosło z 382 ton w roku 1942 do 575 w roku 1945.
Kobalt jest cenny i wykorzystuje się go w bombie atomowej do powstrzymywania procesu promieniowania. Tę samą rolę może spełniać w przypadku bomby wodorowej. Oto stwierdzenie jednego z inżynierów, specjalisty w dziedzinie chemii, który pracował dla jednej z wojskowych agencji rządowych. „Kobalt był jedynym z pierwiastków, którego ciągle nam brakowało. Gdybym wtedy wiedział, że tak wiele wysyła się go do Rosji, to podejrzewałbym ich o chęć wyprodukowania bomby atomowej”. Nawiasem mówiąc, kobalt był pierwszym pierwiastkiem, którego eksport został objęty embargiem na polecenie Prezydenta Trumana, kiedy wybuchła wojna koreańska.
Podobnie jak w przypadku kobaltu, równie interesujące wydało mi się odkrycie, że wysłaliśmy do Rosji ponad 12 ton związków toru. Był to kolejny obok protaktynu oraz uranu i plutonu pierwiastek, który może służyć do przeprowadzania reakcji jądrowych. Protaktyn można pominąć ze względu na jego rzadkie występowanie w przyrodzie. Jednak tor, który występuje raczej w dość dużych ilościach, może zostać uznany pewnego dnia przez fizyków za rywala uranu, a nawet go zastąpić i stać się doskonałym źródłem energii atomowej.
Kolejnymi pierwiastkami był cer i stront, których Komisja ds. Zakupów Rządu Związku Radzieckiego potrzebowała 44 tony. Obydwa metale występowały razem z kadmem, torem i kobaltem w zamówieniach składanych przez pułkownika Kotikowa. Pierwiastki te są bezużyteczne, jeśli chodzi o zastosowania atomowe. Rosyjscy naukowcy mogli jednak mieć własne projekty związane z tymi rzadko występującymi na Ziemi pierwiastkami, które zakładały jakieś przełomowe rozwiązania.
Każdy zdaje sobie sprawę, że powyższe pierwiastki spełniają ważną rolę w przemyśle i mają militarne zastosowanie nie związane z bombą atomową. Rosjanie podchodzili jednak bardzo krytycznie do pozyskiwanych z Ameryki komponentów do produkcji tego rodzaju bomby. Rosyjscy naukowcy byli pierwszymi w Europie, którzy obwieścili światu teorię opisującą możliwość fuzji atomowej. Pomiędzy teorią i praktyką była jednak daleka droga, zwłaszcza kiedy Amerykanie odkryli, że przeobrażenie tej teorii w praktykę dającą się wykorzystać militarnie może kosztować miliardy dolarów. Dlatego Kreml był bardzo ciekawy, w jaki sposób Amerykanie rozwiązali ten problem w Projekcie Manhattan od strony technicznej...
Jedynym sposobem na zminimalizowanie moich dowodów, jest twierdzenie, że Rosjanie mają własne ogromne złoża uranu leżące w pobliżu masywnych złóż radu w Turkiestanie, Kazachstanie i na obszarze zwanym Tannu-Tuva położonym na północ od Mongolii. Już ponad trzydzieści lat temu radzieccy fizycy opracowali prawidłowy sposób wydzielania uranu z radu. Z drugiej strony eksperci od energii atomowej lubią powtarzać: „uranu nigdy nie jest za dużo”.
Mniemanie, że Amerykanie popełnili największy błąd wysyłając do Rosji ładunki zawierające uran, nie jest całkowicie prawdziwe. Jeszcze większym było opublikowanie książki dra Smytha, bowiem opisuje ona dokładnie nie tylko, jak zbudować bombę atomową, ale również jak jej budować nie należy. Czołowy norweski ekspert ds. energii atomowej, Gunnar Randers, oświadczył, że wydanie tej książki pozwoliło zaoszczędzić Rosjanom i innym państwom dwa lata żmudnych i kosztownych badań. Profesor Szilard powiedział z kolei, że „połowę tajemnicy, jaka okrywała bombę atomową, ujawniliśmy w momencie jej użycia, a drugą w chwili wydania książki Smytha”. Procesy o szpiegostwo wykazały jednak, że rewelacje Smytha były bardziej oświecające dla społeczeństwa amerykańskiego niż sowieckiego politbiura...
Co by nie mówić, embargo, jakie nałożyliśmy na uran, było bardzo przestrzegane. Udało się zapobiec pozyskaniu przez Moskwę 17 ton związków uranu, w porównaniu do Wielkiej Brytanii, która nabyła 15 ton za zgodą przedstawicieli Projektu Manhattan. Działalność, jaką prowadził generał Groves przeciwko Rosji, jest tym bardziej godna podziwu, że miał on przeciwko sobie samego Hopkinsa, którego wspierał Biały Dom. Kiedy 7 marca 1950 roku Komitet Do Badania Działalności Antyamerykańskiej zakończył prowadzone przez siebie przesłuchania, zostałem przemaglowany przez przedstawicieli rządu Stanów Zjednoczonych. Starali się mi bezskutecznie wmówić, że tą ważną osobą, z którą rozmawiałem, mógł być Edward R. Stettinius jr, który zmarł pięć miesięcy wcześniej, 11 października 1949 roku.
Odrzekłem, że nigdy podczas całej mojej służby w Newark i Great Falls nie słyszałem jakiejkolwiek wzmianki o Stettiniusie, podczas gdy Hopkins był na ustach Rosjan niemal codziennie.
Jak wiadomo, 28 sierpnia 1941 roku Stettinius objął po Hopkinsie kierownictwo Lend-Lease i trwał na tym stanowisku do 25 września 1943 roku, kiedy to połączyło się ono z pokrewną jej agencją o nazwie Agencja Ekonomii Zagranicznej, którą kierował Leo A. Crowley.
Ale nawet oficjalny biograf Harry’ego Hopkinsa nie zawahał się napisać:
„Hopkins wiedział, że polityka, jaką prowadziło Lend-Lease, będzie nadal prowadzona przez Biały Dom w ten sam sposób i że Prezydent Stanów Zjednoczonych będzie nadal traktował go w należny sposób. Stettinius był przyjacielem Hopkinsa i wiedział, że mogą pracować razem – i o to właśnie chodziło”.12
Kolejne próby oczyszczenia Hopkinsa polegały na głoszeniu poglądu, że był on nieświadomy tego, co się za tym wszystkim kryło. Nawet jeśli pomógł Rosjanom zdobyć materiały potrzebne im do wyprodukowania bomby atomowej, był to skutek ich przebiegłości.
Dokumenty, które Sherwood przedstawił w swojej książce, zostały podsunięte mu przez wieloletniego przyjaciela Hopkinsa, Sidneya Hymana. Dwa tygodnie po moim pierwszym wystąpieniu, stwierdził, że do momentu zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę Hopkins „nie miał najmniejszego pojęcia o Projekcie Manhattan” i „nie potrafił odróżnić uranu od germanu”.
Wbrew tym twierdzeniom Harry Hopkins był jednym z pierwszych ludzi, którzy wiedzieli o istnieniu bomby atomowej. Dr Vannevar Bush wybrał Hopkinsa na swojego pośrednika, który miał przedstawić prezydentowi Rooseveltowi zasadę jej działania. To właśnie po konsultacji z Hopkinsem dr Bush napisał pismo podpisane później przez samego Roosevelta, które 14 czerwca 1941 roku powołało do życia operację, która przerodziła się w Projekt Manhattan! Skąd o tym wiemy? Otóż, z oficjalnej biografii autorstwa Sherwooda, który pisze o tym na stronach 154–155. Co więcej, na stronie 704 podaje on, że Winston Churchill „prowadził korespondencję w sprawie tego atomowego projektu raczej z Hopkinsem a nie z Prezydentem i trwało to przez wiele następnych miesięcy”.
Główny świadek w tej sprawie, generał Groves, zeznał pod przysięgą, że nie pamięta, aby kiedykolwiek spotkał się osobiście z Hopkinsem, niemniej rozmawiał z nim przez telefon oraz korespondował lub współpracował z osobami, które go reprezentowały. Generał stwierdził ponadto: „Wiem, że Hopkins wiedział o bombie atomowej. Jestem tego absolutnie pewien”.13
Wczesne symptomy obsesji, jaka ogarnęła Biały Dom, który chciał „przywrócić do siebie zaufanie Stalina”, przedstawił generał Deane. W liście skierowanym do amerykańskich agencji wojskowych z 7 marca 1942 roku prezydent Roosevelt zarządził, aby w sprawach dotyczących uzbrojenia nadać Związkowi Radzieckiemu pierwszeństwo przed Aliantami oraz siłami zbrojnymi Stanów Zjednoczonych. Następnie stwierdził, że Amerykańska Misja Wojskowa w Moskwie była „początkiem polityki zadośćuczynienia Rosji krzywd, jakie były jej udziałem i jakich wciąż doznaje...”14
Przełożył Adrian Anszczak
Przypisy:
4. Henry L. Stimson, McGeorge Bundy, On Active Service in Peace and War (W czynnej służbie dla pokoju i wojny), Harper, 1947.
5. „Hearings Regarding Shipments of Atomic Materials to Soviet Union during World War II” („Przesłuchania w sprawie dostaw materiałów rozszczepialnych do Związku Radzieckiego w czasie drugiej wojny światowej”), zeznanie generała Grovesa, 7 grudnia 1949, House of Representatives Committee on Un-American Activities (Komitet Izby Reprezentantów Do Badania Działalności Antyamerykańskiej), Wydawnictwa Rządu Stanów Zjednoczonych, USA, str. 941.
6. Tamże, str. 945.
7. Tamże, str. 900.
8. Tamże, str. 948.
9. Tamże, str. 947.
10. „Przesłuchania...”, zeznanie Hermanna H. Rosenberga, 24 stycznia 1950, str. 1035.
11. „Przesłuchania...”, zeznanie generała Grovesa, str. 954.
12. Robert E. Sherwood, Roosevelt and Hopkins: An Intimate History (Roosevelt i Hopkins – intymna historia), Harper, 1948, str. 560.
13. „Przesłuchania...”, zeznanie generała Grovesa, str. 947.
14. John R. Deane, The Strange Alliance (Osobliwe przymierze), Viking, 1947, str. 89.