1. REZERWA FEDERALNA USA
Były takie czasy, kiedy pytanie kogoś, dla kogo pracuje, traktowano jako nieco ubliżające, gdyż kryła się w tym sugestia, że pytana osoba jest niekompetentna, niezdolna do przynoszącego zysk samozatrudnienia. Obecnie własność ziemska lub nieruchomości (zasoby netto) nie jest już ogólną cechą naszej społeczności, co było normalną rzeczą przed nastaniem Wielkiego Kryzysu. Teraz wszyscy są zadłużeni „netto” i całkowicie uzależnieni od niepewnych pensji lub tygodniówek płaconych według woli innych.
Ponieważ poczucie wolności zawiera w sobie możliwość używania dóbr materialnych, takich jak książki, żywność, ubranie, mieszkanie, broń, środki transportu etc., których posiadanie wymaga pewnych zasobów, musimy przyznać, że ogóle warunki bytowania Amerykanów sprawiają, iż systematycznie ograniczana jest ich wolność i rośnie ich uzależnienie.
Dlaczego jesteśmy po uszy pogrążeni w długach? Dlaczego politycy nie mogą zapanować nad zjawiskiem rosnącego zadłużenia? Czemu tak wielu ludzi (często obydwoje rodziców) musi podejmować źle płatną pracę i zadowalać się tym? Jaka przyszłość czeka amerykańską gospodarkę i sposób życia? Czyżbyśmy zdążali do ekonomicznego krachu o bezprecedensowych rozmiarach?
Larry Bates był przez 11 lat dyrektorem banku. Jako członek Izby Reprezentantów ze stanu Tennessee przewodniczył Komitetowi ds. Bankowości i Handlu (Committee on Banking and Commerce). Jest również byłym profesorem ekonomii i autorem bestsellera The New Economic Disorder (Nowy Nieład Ekonomiczny). Oto, co powiedział o naszej przyszłości:
Mogę już teraz powiedzieć, że nastąpi krach o bezprecedensowych rozmiarach – krach, jakiego nigdy przedtem nie przeżyliśmy w tym kraju. Największym szokiem obecnego dziesięciolecia jest to, że więcej ludzi traci pieniądze niż w jakimkolwiek innym okresie historii. Drugim szokiem będzie to, że niesamowitą ilość pieniędzy zarobi w tym samym czasie stosunkowo niewielka liczba ludzi. Chodzi o to, że w okresach ekonomicznych wstrząsów, okresach ekonomicznej zapaści, bogactwo nie jest niszczone, lecz zmienia tylko właściciela.
Były kandydat na stanowisko prezydenta USA, Charles Collins, jest prawnikiem i bankierem, który posiadał banki i pracował jako dyrektor banku. Uważa on, że nigdy nie wyjdziemy z długów, ponieważ naszymi pieniędzmi rządzi Rezerwa Federalna (Federal Reserve), zwana popularnie „Fed”. Oto, co powiedział:
Obecnie Rezerwa Federalna zmusza nas do brania od niej pożyczek, oczywiście na procent, aby opłacić odsetki, które już się zakumulowały. Jeśli będziemy tak postępować, nigdy nie wyjdziemy z długów.
Ekonomista Henry Pasquet, specjalista ds. ekonomii, również uważa, że zbliża się kres ekonomii Stanów Zjednoczonych:
Nie, nie wtedy gdy dodajemy miliard dolarów dziennie. Nie da się tego kontynuować. W roku 1980 zadłużenie państwa wynosiło poniżej jednego biliona (1 000 000 000 000) dolarów, a obecnie wynosi około 5 bilionów, co oznacza, że w ciągu 15 lat wzrosło ono pięciokrotnie. Nie trzeba być geniuszem, aby zrozumieć, że nie da się tego kontynuować w nieskończoność.
Problem polega na tym, że Stany Zjednoczone mają jeden z najgorszych systemów monetarnych, jakie kiedykolwiek wymyślono: bank centralny działający niezależnie od rządu, który pospołu z innymi prywatnymi bankami tworzy całość naszych pieniędzy i równolegle generuje odsetki prowadzące do długu. Dlatego nigdy nie wyjdziemy z długu i na pewno dojdzie do głębokiej zapaści, bez względu na to, czy dokona się to nagle, czy też stopniowo, w wyniku powolnej inflacji. Fed (Rezerwa Federalna) tworzy go, aby wzbogacić swoich prywatnych udziałowców – dokładnie tak samo, jak w latach trzydziestych, kiedy z rozmysłem wywołała Wielki Kryzys.
Kwatera główna Fed mieści się w Waszyngtonie w bardzo znaczącym miejscu, na Alei Konstytucji, dokładnie naprzeciw pomnika Lincolna. Czy jednak należy się jej przymiotnik „federalna”? Czy jest to rzeczywiście część rządu Stanów Zjednoczonych?
Otóż, mamy zamiar udowodnić państwu, że w Rezerwie Federalnej nie ma nic federalnego oraz że nie ma tam żadnych rezerw. Ta nazwa jest oszustwem wymyślonym przed uchwaleniem w roku 1913 ustawy o Rezerwie Federalnej po to, by Amerykanie sądzili, że nowy bank centralny Ameryki działa w ich interesie.
W rzeczywistości Fed jest prywatnym (w najlepszym wypadku quasi-publicznym) bankiem, którego właścicielami – udziałowcami – są banki prywatne ciągnące z niego zyski.
Jak podkreśla ekonomista Henry Pasquet:
Taka jest prawda, Fed jest własnością prywatną, jest instytucją dochodową, która nie ma żadnych rezerw, to znaczy rezerw do wsparcia banknotów Rezerwy Federalnej, które są naszym środkiem płatniczym.
Ustawa o Rezerwie Federalnej (The Federal Reserve Act) została przeforsowana na starannie przygotowanym zebraniu Komitetu Konferencji Kongresu (Congressional Conference Committe), które odbyło się w poniedziałek 22 grudnia 1913 roku w nietypowych godzinach, między 1.30 a 4.30, czyli w nocy, kiedy większość jego członków spała. W czasie tego zebrania omówiono rzekomo od 20 do 40 rozbieżności między wersją Izby Reprezentantów i senacką. Oznacza to, że każdą poprawkę zdołano przedyskutować i przegłosować w czasie od czterech i pół do dziewięciu minut.
O godzinie 4.30 gotowy protokół z tego zebrania przekazano do druku. Jak podają Protokóły Kongresu, przywódca republikanów, senator Bristow z Kansas, stwierdził, że Komitet Konferencji zebrał się bez powiadomienia jego ugrupowania, w związku z czym republikanie nie byli obecni na tym zebraniu i nie mieli możliwości przeczytania ani podpisania końcowego protokółu. Protokół Konferencji normalnie odczytywany jest w sali posiedzeń Senatu. Co więcej, republikanie nawet go nie widzieli. Niektórzy senatorowie stwierdzili w czasie dyskusji w Senacie, że nie mają najmniejszego pojęcia, co jest treścią projektu tej ustawy.
23 grudnia, tego samego dnia, w którym projekt ustawy został pośpiesznie przeprowadzony przez Izbę Reprezentantów i Senat, kiedy wielu członków władz ustawodawczych opuściło już Kapitol i udało się do domu, aby świętować Boże Narodzenie, o godzinie 18.02 prezydent Woodrow Wilson podpisał ustawę o Systemie Rezerwy Federalnej. Ustawa przenosiła prawo produkcji pieniądza Stanów Zjednoczonych z Kongresu na elitę banków prywatnych. Nic dziwnego, że ustawa obdarzająca kilka banków monopolem produkcji prywatnego pieniądza została przeprowadzona w trybie jawnie korupcyjnym.
Anthony C. Sutton stwierdza:
System Rezerwy Federalnej jest legalnym prywatnym monopolem na produkcję pieniądza działającym na rzecz niewielu pod płaszczykiem ochrony i promowania interesu publicznego.
Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, czy Fed jest częścią rządu Stanów Zjednoczonych, niech zajrzy do lokalnej książki telefonicznej. Nie ma jej na niebieskich „rządowych” stronach, lecz zgodnie z jej rzeczywistym charakterem na białych przeznaczonych dla instytucji mających charakter biznesowy, tuż za Federal Express, (amerykańska firma kurierska) – kolejną prywatną instytucją z przymiotnikiem „federalny” w nazwie. Najbardziej jednoznacznie określiły ją sądy USA, które orzekły, że Fed jest szczególną formą prywatnej korporacji.
Przyjrzyjmy się teraz udziałowcom Fed. Według badacza Ericka Samuelsona w listopadzie 1997 roku Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej (który dominuje nad pozostałymi 11 filiami, jeśli chodzi o ilość posiadanych akcji, kontrolę i wpływy), posiadający jedyne stałe miejsce w Federalnym Komitecie Wolnego Rynku (Federal Open Market Committee) i kontrolujący całość operacji papierami wartościowymi, posiada 19 752 655 udziałów i jest na zasadzie większościowej własnością dwóch banków: Banku Chase Manhattan (który połączył się obecnie z Bankiem Chemicznym) z 6 389 445 udziałami, czyli 32,35 procenta udziałów, i Citibank NA z 4 051 851 udziałami, czyli 20,51 procenta. Razem oba banki posiadają 10 441 295 udziałów, czyli 52,86 procent, co stanowi większościowy pakiet kontrolny.
Jednym z najbardziej zagorzałych krytyków Fed w Kongresie był Luis T. McFadden (republikanin ze stanu Pensylwania), Przewodniczący Komitetu ds. Bankowości i Waluty Izby Reprezentantów (House Banking and Currency Committee) w okresie Wielkiego Kryzysu. W roku 1932 stwierdził on wprost:
Mamy w tym kraju jedną z najbardziej skorumpowanych instytucji, jakie kiedykolwiek znał świat. Mam tu na myśli Zarząd Rezerwy Federalnej... Ta przeżarta złem instytucja zubaża obywateli Stanów Zjednoczonych... i praktycznie doprowadziła nasz rząd do bankructwa. Uczyniła to przy pomocy skorumpowanej działalności kontrolujących ją sępów finansowych.
Senator Barry Goldwater często krytykował Fed:
Większość Amerykanów nie rozumie operacji dokonywanych przez międzynarodowych finansistów... Konta Systemu Rezerwy Federalnej nigdy nie były sprawdzane. Instytucja ta działa poza możliwościami kontrolnymi Kongresu i... manipuluje wypłacalnością Stanów Zjednoczonych.
Każdy powinien zrozumieć, że począwszy od dnia, w którym uchwalono Konstytucję, ludzie czerpiący zyski z działalności banków centralnych będących własnością prywatną, takich jak Fed, lub „Zmieniacze Pieniądza”1, jak ich nazwał prezydent Madison, do dzisiaj prowadzą walkę o to, kto będzie emitował amerykańskie pieniędze.
Dlaczego jest tak ważne, kto drukuje pieniądze? Aby móc odpowiedzieć na to pytanie, potraktujmy pieniądz jako towar. Jeśli posiada się monopol na produkcję towaru, którego wszyscy potrzebują i nigdy nie mają go dosyć, wówczas uzyskuje się wiele możliwości osiągania profitów oraz potężne wpływy polityczne. I o to w tej walce chodzi.
Od początku Stanów Zjednoczonych władza nad pieniądzem przechodziła z rąk do rąk między Kongresem i swego rodzaju prywatnym bankiem centralnym. Amerykanie pokonali cztery prywatne banki centralne, po czym ulegli piątemu. Stało się w czasie osłabienia narodu wywołanego Wojną Secesyjną.
Ojcowie Założyciele2 znali zagrożenia wypływające z będącego własnością prywatną banku centralnego. Po pierwsze wiedzieli, jak będący własnością prywatną brytyjski bank centralny, Bank of England, doprowadził do tak dużego zadłużenia, że Parlament musiał nałożyć niesprawiedliwe podatki na kolonie w Ameryce. Benjamin Franklin twierdził, że właśnie to było przyczyną Amerykańskiej Rewolucji3.
Większość Ojców Założycieli zdawała sobie sprawę z potencjalnych niebezpieczeństw systemu bankowego i obawiała się przejmowania przez bankowców bogactw i wpływów.
Thomas Jefferson ujął to następująco:
Jestem głęboko przekonany, że instytucje bankowe stanowią dla naszej wolności większe zagrożenie niż armie gotowe do ataku. Już obecnie wytworzyły one arystokrację finansową, która działa na przekór rządowi. Prawo emisji pieniądza winno być odebrane bankom i przywrócone ludziom, którym się ono prawnie należy.
Ta zwięzła wypowiedź Jeffersona stanowi propozycję rozwiązania większości problemów ekonomicznych współczesności.
James Madison, główny autor Konstytucji, zgadzał się z tym. Warto zauważyć, że rządzących bankiem centralnym nazywał „Zmieniaczami Pieniądza”. Madison wypowiadał się bardzo krytycznie na temat ich działalności:
Historia pokazuje, że Zmieniacze Pieniądza posuwają się do różnych nadużyć, intryg, oszustw i środków przemocy umożliwiających im kontrolę rządu poprzez kontrolę pieniądza i jego emisji.
Bój o prawo emisji pieniądza jest główną walką toczoną przez całą historię Stanów Zjednoczonych. O to prawo toczono całe wojny. W celu zdobycia tego przywileju wywoływano kryzysy. Począwszy od I wojny światowej o tej bitwie bardzo rzadko znaleźć można jakiekolwiek wzmianki w prasie bądź podręcznikach historii.
Współudział mediów
Do chwili wybuchu I wojny światowej Zmieniacze Pieniądza przechwycili dzięki swoim zasobom kontrolę nad prasą w Stanach Zjednoczonych.
W roku 1912 w czasie przesłuchań Senackiej Komisji ds. Przywilejów i Wyborów przedstawiono list napisany przez członka Izby Reprezentantów, Josepha Sibleya (Pensylwania), agenta Rockefellera w Kongresie, skierowany do Johna D. Archbolda, pracownika należącego do Rockefellera Standard Oil. Oto, co w nim czytamy:
Potrzeba literackiego biura, i to nie na dzień lub okres kryzysu, ale w celu stałej kontroli Associated Press i związanych z nią alei. Będzie to trochę kosztowało, ale ostatecznie się opłaci.
Poproszony w roku 1953 o wzniesienie toastu na zebraniu Nowojorskiego Klubu Prasowego John Swinton, były redaktor naczelny New York Timesa nazywany przez swoich zawodowych odpowiedników „dziekanem zawodu”, powiedział:
W Ameryce nie istnieje coś takiego jak niezależna prasa, z wyjątkiem lokalnych gazet w małych mieścinach. Wiecie o tym dobrze tak jak i ja. Nikt z was nie odważy się wypowiedzieć swojej własnej, szczerej opinii, a nawet gdyby ktoś z was się na to zdobył, wiedziałby, że i tak nie ukazałaby się ona drukiem.
Płacą mi 150 dolarów tygodniowo za to, bym trzymał swoje prawdziwe poglądy z dala od gazet, do których pisuję. Wam również płacą podobne pobory za podobne usługi. Gdybym choć w jednym numerze mojej gazety wyraził swoją szczerą opinię, wówczas w niespełna 24 godziny straciłbym pracę. Człowiek, który byłby na tyle głupi, aby wyrażać swoje własne opinie, szybko znalazłby się na ulicy w poszukiwaniu innej pracy.
Zadaniem nowojorskiego dziennikarza jest kłamać, wypaczać, zniekształcać, obrzucać błotem, podlizywać się Mamonie i sprzedawać swój kraj i rasę za kawałek codziennego chleba lub pobory, co na jedno wychodzi.
Jesteśmy narzędziami, wasalami bogaczy kryjących się za kulisami. Jesteśmy marionetkami. Tamci ludzie pociągają za sznurki, a my tańczymy, jak nam zagrają. Nasz czas, nasze talenty, nasze życia, nasze możliwości – wszystko to jest własnością tych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami.
(Powyższy cytat pochodzi z książki Przerwanie milczenia T. St Johna Gaffneya, str. 4)
Taka była prasa Stanów Zjednoczonych w roku 1953 i takie są media dzisiejszej Ameryki. Kontrola prasy i później kontrola mediów elektronicznych (radio i telewizja) zostały wdrożone przy pomocy bardzo starannie zaplanowanych posunięć, które doprowadziły w konsekwencji do obecnego stanu, w którym wszystkie główne środki masowego przekazu oraz najważniejsze agencje prasowe będące źródłem większości wiadomości są kontrolowane przez Zmieniaczy Pieniądza.
Niektóre aspekty owej kontroli prasy omówił członek Izby Reprezentantów, Callaway, w Protokółach Kongresu (vol. 54, 9 lutego 1917, str. 2947):
W marcu 1915 roku przedsiębiorstwa J.P. Morgana – przemysł stalowy, stocznie, kosmetyki – i ich kooperanci „kupiły” 12 wysoko postawionych w prasie ludzi i zleciły im zadanie wyselekcjonowania najbardziej wpływowych w Stanach Zjednoczonych gazet i opanowania takiej ich liczby, która zapewniałaby kontrolę polityki codziennej prasy...
Okazało się, że wystarczy do tego wykupienie 25 największych gazet... Zawarto swego rodzaju ugodę: wykupiono politykę tych gazet za comiesięczną opłatę. Każda z tych gazet otrzymała odpowiedniego redaktora, którego zadaniem był nadzór i redakcja wiadomości dotyczących zagadnień związanych z przygotowaniami do konfliktu, wojskowością, polityką finansową oraz innymi kwestiami o zasięgu państwowym i międzynarodowym istotnymi dla nabywców.
Kilka lat temu trzy czwarte posiadaczy pakietów kontrolnych ABC, CBS, NBC i CNN stanowiły banki, takie jak Chase Manhattan Corporation, Citibank, Morgan Guaranty Trust oraz Bank of America. Dziesięć takich korporacji kontrolowało 59 magazynów (łącznie z Time’em i Newsweekiem), 58 gazet (w tym New York Timesa, The Washington Post i Wall Street Journal) oraz szereg wytwórni filmowych, dając w ten sposób – z niewielkimi wyjątkami, takimi jak na przykład część ABC wykupiona przez Disneya – głównym bankom z Wall Street praktycznie pełny tytuł własności środków masowego przekazu.
Obecnie zaledwie 50 miast w Ameryce ma więcej niż jedną codzienną gazetę i są one w posiadaniu tej samej grupy. Zaledwie 25 procent spośród 1500 dzienników jest własnością wydawców niezależnych. W ostatnich latach ta koncentracja gwałtownie rośnie i struktura własności jest już prawie monolityczna i odzwierciedla wyżej opisany sposób kontroli. Oczywiście dokłada się wielu starań, aby ogłupić społeczeństwo za pomocą pozorowania konkurencyjności, na przykład poprzez pozostawienie oryginalnych znaków firmowych oraz koordynatorów poszczególnych programów, a także innych błahostek, których zadaniem jest wywoływanie wrażenia obiektywizmu, któremu w oczywisty sposób przeczy jednolity system własnościowy oraz kontrola redakcyjna. Prowadzi to do całkowitego „zaciemniania” prawdziwych informacji oraz blokowania krytycznego podejścia do kontroli kraju przez bankowców.
Przez całe dzieje Stanów Zjednoczonych walka o prawo do emisji pieniądza stopniowo przybierała na sile. Od roku 1694 prawo to w rzeczywistości przechodziło z rąk do rąk osiem razy w pięciu okresach przejściowych, które można nazwać „Wojnami Banków”, a dokładniej „Wojnami Prywatnego Banku Centralnego z obywatelami Ameryki”. Mimo to sprawa ta zniknęła zupełnie z zasięgu wzroku opinii publicznej na przeciąg trzech pokoleń za zasłoną dymną postawioną przez klakierów w mediach opłacanych przez Fed.
Dopóki nie przestaniemy mówić o „deficytach” i „wydatkach rządowych” i nie zaczniemy mówić o tym, kto emituje pieniądze i sprawuje kontrolę nad tym, ile ich mamy, będzie to gra w trzy karty, czyli pełne oszustwo. Nawet uchwalenie poprawki do Konstytucji nakazującej zrównoważony budżet nie będzie miało żadnego znaczenia. Nasza sytuacja nadal będzie się pogarszała i będzie to trwało dopóty, dopóki nie wyrwiemy z korzeniami przyczyny u źródła.
Nasi przywódcy i politycy, ci nieliczni, którzy nie są częścią tego problemu, muszą zrozumieć, co się dzieje i dlaczego, oraz gdzie szukać rozwiązania tego problemu. Rząd musi przywrócić sobie prawo emisji pieniądza nie obciążonego długiem.
Emisja wolnych od zadłużenia pieniędzy nie jest nowym radykalnym rozwiązaniem. Już wcześniej proponowali to tacy ludzie, jak Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Andrew Jackson, Martin van Buren, Abraham Lincoln, William Jennings Bryan, Henry Ford, Thomas Edison oraz wielu innych kongresmanów i ekonomistów.
Mimo iż Fed jest obecnie jednym z dwóch najpotężniejszych banków centralnych świata, nie był pierwszy. Gdzie zatem narodził się ten pomysł? Aby w pełni zrozumieć to zagadnienie, musimy udać się za ocean.
2. JEROZOLIMSCY ZMIENIACZE PIENIĄDZA
Kim właściwie są „Zmieniacze Pieniądza”, o których mówił James Madison? Biblia mówi, że 2000 lat temu Jezus dwukrotnie wyrzucał „Zmieniaczy Pieniądza” ze świątyni w Jerozolimie. Poza przypadkiem, kiedy straże świątyni były zmuszone paść na ziemię w ogrodzie Getsemani, były to jedyne zdarzenia, gdy użył on przemocy. Co Zmieniacze Pieniądza robili w świątyni? (Ewangelia wg św. Marka mówi, 11,15: „I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie...”).
Kiedy żydzi przybywali do Jerozolimy, aby zapłacić podatek dla świątyni, mogli to uczynić jedynie przy pomocy specjalnej monety – półszekla świątynnego. Była to moneta o wadze pół uncji czystego srebra – jedyna w owych czasach moneta wykonana z czystego srebra, która miała gwarantowaną wagę i była wolna od wizerunku pogańskiego cesarza. Dlatego owa półszeklowa moneta była w przekonaniu żydów jedyną, którą można było ofiarować Bogu. Tych monet nie było jednak zbyt wiele. „Zmieniacze Pieniądza” lub według terminologii biblijnej „zmieniający pieniądze” opanowali rynek tych monet i podnosili maksymalnie, jak się dało, ich cenę, tak jak to ma zwykle miejsce w przypadku wszystkich produktów, których podaż jest zmonopolizowana.
Innymi słowy Zmieniacze Pieniądza mieli niesamowite zyski, ponieważ mieli monopol na te monety. I żydzi musieli płacić ceny, jakich oni od nich zażądali. Jezus uważał, że ta niegodziwość obraża świętość Domu Bożego.
3. WYMIANA PIENIĄDZA W RZYMSKIM IMPERIUM
Ów niecny proceder wymiany pieniądza nie zaczął się w czasach Jezusa. Dwieście lat przed nim Rzym również przyżywał kłopoty związane ze „Zmieniaczami Pieniądza”.
Dwaj cesarze z wczesnego okresu Cesarstwa Rzymskiego próbowali osłabić potęgę Zmieniaczy Pieniądza zmieniając prawa lichwy i ograniczając własność ziemską do 500 akrów (202,5 ha). Obu ich zamordowano. W roku 48 p.n.e. Juliusz Cezar odebrał Zmieniaczom Pieniądza prawo bicia monet, po czym sam zaczął je bić z korzyścią dla wszystkich. Dzięki temu obfitemu źródłu pieniędzy wykonał wiele robót publicznych, co przysporzyło mu ogromnej popularności wśród zwykłych ludzi. Zmieniacze Pieniądza nienawidzili go z całego serca. Niektórzy uważają, że był to istotny czynnik, który przyczynił się do jego zabójstwa.
Wraz ze śmiercią Cezara nadeszły czasy charakteryzujące się brakiem pieniędzy w Rzymie. Wzrosły podatki, a w ślad za tym korupcja. Ostatecznie ilość pieniędzy zmniejszyła się o 90 procent. W rezultacie zwykli ludzie zaczęli tracić swoje domy i ziemię, tak jak to się działo, dzieje i będzie działo w Ameryce. Wkrótce dotknie to również tych nielicznych, którzy mają jeszcze własne domy i ziemię.
4. ZŁOTNICY ŚREDNIOWIECZNEJ ANGLII
Pierwszymi, którzy wprowadzili do obiegu papierowe pieniądze, byli Chińczycy. Było to w latach 618–907 n.e. Nazywano je wówczas „fruwającymi pieniędzmi” (były to swego rodzaju kwity bankierskie). Około roku 1000 n.e. prywatni kupcy chińscy z prowincji Sichuan wypuścili papierowe pieniądze zwane jiao zi. Z powodu oszustw w roku 1024 dynastia Song odebrała im prawo do ich emisji i sama zaczęła wypuszczać pierwsze państwowe pieniądze papierowe.
Mniej więcej w tym samym czasie podobną aktywnością wykazywali się Zmieniacze Pieniądza – ci, którzy go wymieniali, emitowali i manipulowali jego ilością – w średniowiecznej Anglii. Byli oni tak potężni, że kiedy działali razem, byli w stanie wpływać na sytuację ekonomiczną kraju. Nie byli to bankierzy w pełnym tego słowa znaczeniu. Owymi Zmieniaczami Pieniądza byli najczęściej złotnicy. Byli oni pierwszymi bankierami, ponieważ mając odpowiednie zabezpieczenia – skarbce i odpowiednio chronione pomieszczenia – zaczęli przechowywać złoto innych ludzi.
Pierwszym papierowym pieniądzem w Zachodniej Europie było pokwitowanie na złoto zostawione w depozycie u złotnika wystawione na skrawku szmacianego papieru. Jak mówi śpiewka:
Szmaty czynią papier, papier czyni pieniądz, pieniądz czyni banki, banki czynią pożyczki, pożyczki czynią żebraków, żebracy czynią łachmany.
Papierowy pieniądz przyjął się, ponieważ był wygodniejszy i bezpieczniejszy przy przenoszeniu niż duża ilość złotych i srebrnych monet. W celu uniknięcia niepotrzebnych wypraw do złotników depozytariusze zaczęli przekazywać pokwitowania depozytów złota innym podpisując je.
Po pewnym czasie w celu uproszczenia tego procesu pokwitowania zaczęto wystawiać na okaziciela a nie na poszczególnych depozytariuszy, co sprawiało, że można je było przekazywać bez potrzeby ich podpisywania. Proces ten zerwał jednak więzy istniejące dotąd między tymi pokwitowaniami i przekazanym w depozyt złotem.
W końcu złotnicy zauważyli, że tylko niewielka liczba depozytariuszy lub posiadaczy pokwitowań na okaziciela zgłasza się po złożone w depozyt złoto i zaczęli oszukiwać. Potajemnie pożyczali część powierzonego im złota i przywłaszczali sobie odsetki uzyskane z tych pożyczek. Następnie odkryli, że mogą drukować więcej pieniędzy (to znaczy pokwitowań na zdeponowane złoto), niż mają złota, wiedząc, że nikt tego nie będzie sprawdzał. Później odkryli, że mogą pożyczać te dodatkowo wypuszczone pieniądze i pobierać od nich odsetki. Był to początek procesu o nazwie „pożyczanie frakcyjnej rezerwy” oznaczającego pożyczanie takiej ilości pieniędzy, która przekraczała istniejące na nie pokrycie. Było to ewidentne oszustwo, które zaczęto traktować jako szczególnego rodzaju przestępstwo, kiedy ludzie zorientowali się, o co chodzi.
Złotnicy zaczęli od stosunkowo skromnych oszustw, pożyczając w postaci pokwitowań na depozyty złota jedynie dwukrotną lub trzykrotną równowartość faktycznie posiadanych w swoich skarbcach depozytów tego kruszcu. Ich pewność siebie i chciwość wkrótce wzrosły i zaczęli pożyczać cztero-, pięcio-, a nawet dziesięciokrotną równowartość posiadanych zapasów złota.
Tak więc, jeśli na przykład ktoś zdeponował u nich złoto o wartości 1000 dolarów, to pożyczali powołując się na nie 10 000 dolarów w papierowych pieniądzach i zarabiali odsetki od tej sumy. I nikt nie mógł wykryć tego oszustwa. Tym sposobem złotnicy gromadzili coraz więcej bogactw i używali ich do gromadzenia coraz większej ilości złota. To właśnie to nadużycie zaufania – ewidentne oszustwo – po zaakceptowaniu go jako czegoś normalnego przeobraziło się w nowoczesny system bankowy. Jest to nadal to samo oszustwo i do tego połączone z bezprawnym, niczym nie uzasadnionym odstąpieniem prywatnym bankom prawa do druku pieniądza, które winno należeć wyłącznie do rządu.
Dzisiaj ta praktyka pożyczania więcej, niż się ma, nosi nazwę „bankowania frakcyjnej rezerwy” („fractional reserve banking”). Innymi słowy banki mają do dyspozycji jedynie niewielką część rezerw, których potrzeba do pokrycia ich zobowiązań. Gdyby wszyscy posiadacze kont bankowych zgłosili się i zażądali jednocześnie swoich wkładów, okazałoby się, że pieniądze wyczerpałyby się im, zanim zdążyliby wypłacić 3 procent zobowiązań. Z tego właśnie względu banki stale obawiają się „runu na bank”. Jest to podstawowa przyczyna wręcz wrodzonej niestabilności banków, rynków papierów wartościowych i ekonomii poszczególnych krajów.
Bankom w Stanach Zjednoczonych wolno pożyczać maksymalnie dziesięć razy tyle, ile same posiadają. Dlatego wychodzą tak dobrze na pożyczkach dawanych na, powiedzmy, 8 procent. Lecz to nie te 8 procent rocznie stanowi ich zysk od pieniądza emitowanego przez rząd, ale 80 procent. To dlatego budynki banków są zazwyczaj największe w mieście. Każdy bank jest bowiem w rzeczywistości prywatną mennicą (w samych Stanach Zjednoczonych jest ich ponad 10 000) wypuszczającą pieniądze w postaci pożyczek bez pokrycia przy jednoczesnym braku kosztów, nie licząc odsetek, które płacą depozytariuszom.
Nowoczesne banki różnią się tym od staroświeckich złotników, że zamiast wystawiać pokwitowania na większą sumę, niż mają zapas złota, po prostu udzielają pożyczek na sumę większą, niż mają pokrycie w gotówce. Czynią to robiąc zapisy w księgach, udzielając pożyczek pożyczkobiorcom, na które nie mają w niczym pokrycia (poza zapisem w księdze).
Posługując się współczesnym przykładem wynosząca 10 000 dolarów obligacja wypuszczona na wolny rynek przez Fed daje depozyt w wysokości 10 000 dolarów w sprzedającym obligacje banku. Przy wymogu dziesięcioprocentowej (frakcyjnej) rezerwy bank może pożyczyć 9000 dolarów, zaś pozostałe 1000 dolarów musi zatrzymać jako rezerwę. Zazwyczaj pożyczone 9000 dolarów pożyczkobiorca oddaje na konto w tym samym banku lub innym, który musi zatrzymać z tej kwoty dziesięcioprocentową rezerwę, mogąc pożyczyć resztę, czyli 8100 dolarów. Następnie te 8100 dolarów jest depozytowane w banku, który znowu musi zatrzymać z tej sumy dziesięcioprocentową rezerwę (810 dolarów), zaś pozostałą sumę (7290 dolarów) może pożyczyć kolejnemu pożyczkobiorcy i tak dalej. Zdążając do teoretycznej granicy, początkowa suma 10 000 dolarów wypuszczonych przez Fed zostaje zdepozytowana w różnych bankach z przyrostem (w około 20 kolejnych etapach) wynoszącym 90 000 dolarów w postaci udzielonych pożyczek, nie licząc 10 000 dolarów pozostających w depozycie jako rezerwa.
Tak więc system bankowy kolektywnie mnoży 10 000 dolarów wypuszczonych przez Fed przez współczynnik 10. Siedemdziesiąt pięć procent tych sztucznych pieniędzy wytwarza zaledwie niespełna jeden procent wszystkich banków. Inaczej mówiąc, niewielka grupa banków z Wall Street wytwarza pieniądze w postaci pożyczek idące w setki miliardów, naliczając sobie od nich odsetki, zaś „okruchy z pańskiego stołu” pozostawia pozostałym bankom. Ponieważ jednak te okruchy są również sumami rzędu miliardów dolarów, te pomniejsze banki rzadko narzekają. One również, z niewieloma wyjątkami, podtrzymują ten skorumpowany system.
W rzeczywistości, w związku z wieloma wyjątkami stanowiącymi odstępstwo od dziesięcioprocentowej rezerwy obowiązkowej, system bankowy mnoży pieniądze wypuszczane przez Fed w większym stopniu niż 10 razy (na przykład Fed wymaga jedynie trzyprocentowej rezerwy w przypadku depozytów mniejszych niż 50 milionów dolarów i nie wymaga żadnej w przypadku eurodolarów i nieosobistych, czasowych depozytów).
Wróćmy jednak do złotników... Oni również odkryli, że można osiągać dodatkowe zyski poprzez „skłócanie” ekonomii generując okresy łatwego i trudnego pieniądza. Kiedy pożyczki były łatwo osiągalne, rosła ilość pieniędzy w obiegu. Pieniądza było mnóstwo i ludzie brali pożyczki, aby rozbudowywać swoje interesy. I właśnie wtedy złotnicy sprawiali, że pożyczki były trudne do uzyskania.
Co się wtedy działo? Dokładnie to samo, co dziś. Pewna ilość pożyczkobiorców nie mogła spłacić swoich wcześniejszych pożyczek i jednocześnie nie mogła zaciągnąć nowych na spłatę starych. W rezultacie bankrutowała i musiała sprzedać swoje aktywa złotnikom lub na aukcji za grosze.
Dokładnie to samo dzieje się dzisiaj, tyle że obecnie nazywamy to okresami ożywienia i zapaści gospodarczej, tak zwanym „cyklem gospodarczym” lub zgodnie z terminologią pochodzącą z rynku papierów wartościowych „korektami”.
5. KARBOWNICE (KIJE REJESTROWE)
Król Henryk I, syn Wilhelma Zdobywcy, wstąpił na tron angielski w roku 1100 n.e. W owych czasach, na długo przed wynalezieniem drukarskiej prasy, podatki płacono zazwyczaj w naturze, to znaczy dobrach (zbiorach) w zależności od zdolności produkcyjnej ziem będących pod opieką płacącego podatki chłopa lub drobnego szlachcica. W celu rejestracji produkcji europejscy średniowieczni skrybowie stosowali prymitywne narzędzia księgowe: kije i karby lub inaczej „tally” (od łacińskiego słowa talea oznaczającego laskę, pręt, pal lub słup). Kije tally (karbownice) sprawdzały się lepiej od zawodnej pamięci lub nacięć na wrotach stodoły.
Aby zapobiec oszustwom, karbownice rozcinano na pół, tak aby na każdej części pozostała symetryczna połowa karbów. Jedną połowę karbownicy otrzymywał płatnik podatku i można ją było zawsze sprawdzić przez połączenie obu połówek. Henryk przyjął ten sposób rejestracji opłat podatków w Anglii.
Wraz z upływem czasu rola karbownic zmieniła się i rozszerzyła. W czasie panowania Henryka II podatki płacono już dwa razy do roku. Pierwsza rata była płacona na Wielkanoc i była ewidencjonowana przez danie płatnikowi podatku karbownicy z odnotowaną pierwszą ratą. Kij był rozłupywany i obie strony, płatnik i poborca podatkowy, otrzymywały po jego połowie. Kije te okazywano w dniu św. Michała (Michaelmas) i stanowiły one podstawę do naliczenia pozostałej raty podatku (daniny).
Aby wyobrazić sobie, co będzie dalej, potrzeba jedynie odrobiny wyobraźni. Otóż, rząd mógł wystawiać z góry karbownice na konto przyszłych podatków w celu zgromadzenia funduszy na wypadek nagłej potrzeby lub kryzysu finansowego. Odbiorcy tego rodzaju kijów przyjmowali je jako zapłatę za sprzedane dobra zamiast monet z naliczeniem odsetek i wykorzystywali później, na Wielkanoc lub w dzień św. Michała, do zapłaty podatku. W ten sposób karbownice stały się swego rodzaju zamiennikiem pieniędzy w postaci monet i służyły do opłaty podatku.
Po roku 1694 rząd zaczął wystawiać „karbownice papierowe” jako papierowe dowody długu (pożyczki rządowej) na konto przyszłych podatków. Papier można było łatwo wymieniać, co spowodowało, że papierowe karbownice stały się pełnym ekwiwalentem pieniądza wypuszczonego przez Bank Anglii na początku roku 1694. W roku 1697 karbownice, banknoty i pokwitowania bankowe weszły do wolnego obrotu w charakterze wymienialnego pieniądza. Drewniane karbownice były używane aż do roku 1826. Znaleziono nawet sposoby na ich wymianę z naliczeniem odsetek, tak jak to miało miejsce w przypadku karbownic papierowych.
Pewna konkretna drewniana karbownica była szczególnie cenna. Miała wartość 25 000 funtów. Posłużyła ona jednemu z pierwszych udziałowców Banku Anglii do zakupu jego akcji. Inaczej mówiąc, zakupił on akcje najbogatszej i najpotężniejszej korporacji świata w zamian za kawałek drewnianego kija.
Co ciekawe, zaraz po utworzeniu w roku 1694 Bank Anglii zaatakował system drewnianych karbownic, ponieważ pozwalał on na tworzenie pieniądza poza kontrolą Zmieniaczy Pieniądza.
Dlaczego ludzie zgadzali się przyjmować drewniane kije w charakterze pieniędzy? To poważne pytanie. Przez całą swoją historię ludzie handlowali wszystkim, co uważali za wartościowe, i używali tego w charakterze pieniędzy. Otóż, cały sekret polega na tym, że pieniądz ma swoją wartość jedynie wtedy, gdy ludzie zaakceptują go jako pieniądz. Ostatecznie, czym są nasze współczesne pieniądze? Niczym więcej jak kawałkiem papieru.
I w tym właśnie rzecz. Król Henryk VIII rozkazał, aby drewniane karbownice były używane jako dowód zapłaconego rządowi podatku, co zrodziło popyt na nie i doprowadziło do ich ostatecznego zaakceptowania jako środka płatniczego i wolnego obrotu nimi. Wszystko działało bardzo dobrze. Żadne inne pieniądze nie służyły tak długo w Imperium Brytyjskim, jak karbownice.
Na początku XVI wieku król Henryk VIII złagodził prawa wobec lichwy i Zmieniacze Pieniądza z miejsca przystąpili do działania. Przez kilka dziesięcioleci hojnie udzielali pożyczek w złocie i srebrze. Lecz kiedy na tronie zasiadła królowa Maria I Tudor (1553–1558, okres kontrreformacji w Anglii) i ponownie zaostrzyła prawa wobec lichwy, Zmieniacze Pieniądza zmienili zasady gromadzenia złota i srebra wywołując w ten sposób kryzys gospodarczy.
Kiedy w roku 1558 na tronie zasiadła królowa Elżbieta I, przyrodnia siostra Marii, postanowiła odzyskać kontrolę nad pieniądzem. Jej rozwiązanie polegało na biciu państwowej złotej i srebrnej monety w oparciu o zapasy skarbca państwowego. W ten sposób odebrała Zmieniaczom Pieniądza możliwość kontroli emisji pieniądza.
Chociaż kontrola emisji pieniądza nie była jedynym powodem Rewolucji Angielskiej roku 1642 (dużą rolę odegrały również konflikty religijne), tym niemniej polityka monetarna odegrała w niej zasadniczą rolę. Wspierany finansowo przez Zmieniaczy Pieniądza Oliver Cromwell pokonał króla Karola I (Stuarta) i doprowadził do jego publicznego ścięcia, ograniczył też władzę parlamentu. Zmieniacze Pieniądza natychmiast uzyskali możliwość ponownej konsolidacji i budowy swojej finansowej potęgi.
Rezultat był taki, że na następne pięćdziesiąt lat wplątali Wielką Brytanię w cały szereg kosztownych wojen. W centrum Londynu przejęli teren o powierzchni jednej mili kwadratowej, znany pod nazwą „City”. Ten na wpół niezależny obszar po dziś dzień jest jednym z dwóch głównych centrów finansowych świata (drugi to Wall Street w Nowym Jorku). Posiada on własne siły porządkowe w liczbie 2000 ludzi i nie podlega jurysdykcji londyńskiej policji.
Konflikty z królami angielskimi z dynastii Stuartów spowodowały, że angielscy Zmieniacze Pieniądza połączyli się z niderlandzkimi (którzy mieli już swój bank centralny założony w Amsterdamie w roku 1609) w celu sfinansowania Wilhelma III Orańskiego, który obalił w rezultacie w roku 1688 prawowitą dynastię Stuartów. Anglia zaczęła teraz handlować władcami – niepopularnego króla Jakuba II za sprawą swoich intryg Zmieniacze Pieniądza przeciwstawiali swojej marionetce-uzurpatorowi, Wilhelmowi III, któremu nadano przydomek „Król Billy”.
Ta symbiotyczna zależność między Zmieniaczami Pieniądza i brytyjską arystokracją trwa do dzisiaj. Monarcha nie ma rzeczywistej władzy i służy jedynie jako parawan dla Zmieniaczy Pieniądza, którzy rządzą City zdominowanym przez Dom Bankowy Rothschildów.
W numerze z 20 czerwca 1934 roku londyński magazyn New Britain (Nowa Brytania) opublikował miażdżące oskarżenie wypowiedziane przez byłego brytyjskiego premiera, Davida Lloyda George’a, który stwierdził: „Brytania jest niewolnikiem w rękach międzynarodowej finansjery”. W tym samym numerze znalazła się też wypowiedź Lorda Bryce’a: „Demokracja nie ma bardziej natrętnego i podstępnego wroga niż potęgi finansowe” – i dalej: „pytania dotyczące działalności Banku Anglii, jego celów i dróg ich osiągania, nie są dopuszczane przez przewodniczącego [Izby Gmin]”.
6. BANK ANGLII
Pod koniec XVII wieku Anglia była w stanie finansowej ruiny. Pięćdziesiąt lat prawie nieprzerwanej wojny z Francją, a od czasu do czasu z Niderlandami, wyczerpało ją kompletnie. Przedstawiciele rządu gorączkowo szukali wsparcia u Zmieniaczy Pieniądza, błagając ich o pożyczki, które były im konieczne do realizacji ich politycznych zamierzeń. Ich cena była jednak wysoka – było nią utworzenie prywatnego banku uprawnionego do emisji pieniądza tworzonego z niczego w formie pożyczek.
Bank Anglii miał być pierwszym nowoczesnym prywatnym bankiem centralnym w tym potężnym kraju, chociaż podobne banki depozytowe istniały już wcześniej: w Wenecji od 1361 roku, w Amsterdamie od roku 1609 i w Szwecji od roku 1661 (w tym samym roku wypuszczono pierwsze w Europie banknoty).
Celem mylącej nazwy Banku Anglii (The Bank of England) było sugerowanie społeczeństwu, że jest on częścią rządu, co oczywiście nie było prawdą. Podobnie jak wszystkie inne prywatne korporacje Bank Anglii sprzedawał akcje, aby móc rozpocząć swoją działalność. Aby je zakupić, inwestorzy, których nazwisk nigdy nie podano do wiadomości publicznej, mieli wyłożyć łącznie jeden i ćwierć miliona angielskich funtów w złotej monecie. Zebrano jednak tylko 750 000 funtów.
Mimo to Bank Anglii został otwarty w roku 1694 i przystąpił do udzielania pożyczek wielokrotnie przekraczających jego rezerwy złota – wszystkie na procent. W zamian za ten przywilej Bank Anglii miał pożyczać brytyjskim politykom tyle, ile zażądają. Dług miał zabezpieczenie w bezpośrednim opodatkowaniu Brytyjczyków.
Tak więc legalizacja Banku Anglii nie była niczym innym jak legalizacją fałszerstwa prowadzącego do używania państwowych pieniędzy do prywatnych celów. Niestety, prawie każde państwo ma obecnie prywatny bank centralny, który lokalni Zmieniacze Pieniądza wzorują na Banku Anglii.
Siła tych banków jest tak wielka, że wkrótce przejmą one całą kontrolę nad ekonomią danego państwa. Doprowadzi to wkrótce do tego, że plutokracja, czyli bogacze i bankierzy, stanie się klasą superbogaczy. Można to porównać do przekazania dowództwa nad armią w ręce mafii. Niebezpieczeństwo tyranii w tej sytuacji jest ogromne. Potrzebna jest nam centralna instytucja monetarna, która byłaby własnością rządu i przezeń kontrolowana, a nie przez bankierów, którzy kierują się wyłącznie własnym interesem.
Przemawiając w roku 1770 w Izbie Lordów, William Pitt stwierdził:
Za tronem kryje się coś znacznie większego od samego króla.
Ta aluzja do Zmieniaczy Pieniądza kryjących się za Bankiem Anglii dała początek znanemu powiedzeniu: „siła stojąca za tronem”. W roku 1844 w zawoalowanej aluzji odnoszącej się do tej samej potęgi Benjamin Disreali napisał:
Światem rządzą bardzo różne postacie, tak przynajmniej sądzą ci, którzy nie stoją za kulisami.
21 listopada 1933 roku w liście do zaufanej osoby prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin D. Roosevelt napisał:
Prawda w tej materii wygląda, o czym wiemy obaj, tak, że finansowy element dużych ośrodków rządzi rządem, i to już od czasów Andrew Jacksona...
Szwindel z bankiem centralnym polega na ukrytym podatku, i to takim, który przysparza korzyści prywatnym osobom a nie rządowi. Rząd sprzedaje obligacje, aby móc płacić za różne rzeczy, w sytuacji, kiedy nie ma odwagi podnieść podatków w celu uzyskania potrzebnych funduszy. Około 10 procent tych obligacji jest nabywanych za pieniądze powstałe z niczego, które rząd następnie wydaje. Kiedy już zostaną one złożone do depozytu, prywatne banki używają ich do wykreowania dziesięciokrotnie większej sumy w formie pożyczek zabezpieczonych tymi pieniędzmi jako obowiązkową rezerwą. W wyniku tego procesu do gospodarki trafiają nowe pieniądze niezbędne do wykupienia pozostałych 90 procent obligacji bez konieczności drenowania rynku kapitałowego i zwiększania stóp procentowych. Pożyczając pieniądze (to znaczy sprzedając nowe obligacje) rząd generuje w tym momencie efekty inflacyjne. W ten sposób stajemy na krawędzi, za którą czai się gwałtowna inflacja.
Większa ilość pieniędzy w obiegu zmniejsza ich wartość. Politycy otrzymują tyle pieniędzy, ile chcą, zaś ludzie płacą za wywołaną tym sposobem inflację zmniejszeniem zdolności nabywczej ich oszczędności, stałych dochodów i zarobków. Perwersyjne piękno tego planu polega na tym, że dosłownie nikt nie jest w stanie go wykryć, ponieważ kryje się on za skomplikowanie brzmiącym bezsensownym ekonomicznym bełkotem. Pełne efekty inflacji są odczuwane dopiero po pewnym czasie, gdy jest już za późno, aby je powstrzymać.
Wraz z utworzeniem Banku Anglii Brytyjczycy w krótkim czasie zostali dokładnie wyczyszczeni z gotówki. Ceny w całym kraju podwoiły się. Udzielano potężnych pożyczek na najdziwniejsze przedsięwzięcia. Jedno z nich przewidywało na przykład osuszenie Morza Czerwonego, aby odzyskać złoto, które zaginęło tam rzekomo, kiedy armia egipska zatonęła w pościgu za Mojżeszem i Izraelitami.
W roku 1698, w ciągu niespełna czterech lat, dług rządu wzrósł z początkowej sumy 1,25 miliona funtów do 16 milionów. Aby go spłacić, ponownie podniesiono podatki.
Z brytyjskimi zasobami pieniądza spoczywającymi w rękach Zmieniaczy Pieniądza gospodarka tego kraju zaczęła wznosić się i opadać jak rollercaster na wesołym miasteczku; po boomie następowała recesja – zjawisko, któremu bank centralny ma zapobiegać, jak twierdzą jego twórcy – po niej znowu boom i tak dalej.
Uwaga:
Niniejszy artykuł jest zredagowanym wyciągiem przejrzanej i uaktualnionej książki napisanej na podstawie programu wideo The Money Masters: How International Bankers Gained Control of America (Władcy pieniądza – jak międzynarodowi bankierzy uzyskali kontrolę nad Ameryką) nakręconego przez Patricka S.J. Carmacka na zamówienie Royality Production Company. Książka Money Masters oraz program wideo dostępne są pod adresem www.themoneymasters.com.
O autorze:
Patrick S.J. Carmack, BBA, JD, praktykował prawo korporacyjne i sprawował funkcję sędziego sądu administracyjnego w Komisji Korporacyjnej stanu Oklahoma, był również członkiem adwokatury Sądu Najwyższego USA.
Przełożył Jerzy Florczykowski
Przypisy:
1. The Money Changers – określenie występujące w Ewangelii według św. Marka (11.15): „And they come to Jerusalem: and Jesus went into the temple, and began cast out them that sold and bought in the temple, and overthrew the tables of the moneychangers, and the seats of them that sold doves...” W polskim przekładzie Biblii Tysiąclecia ten sam ustęp brzmi: „I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie...” Ze względów stylistycznych określenie „zmieniający pieniądze” zmieniliśmy w tym artykule na „zmieniacze pieniądza”. – Przyp. red.
2. Chodzi o członków Federalnej Konwencji Konstytucyjnej z 1787 roku. – Przyp. tłum.
3. Chodzi o wojnę, której celem było uwolnienie się spod zależności od Wielkiej Brytanii. – Przyp. tłum.