Piekło endometriozy
Endometrioza to nieuleczalna choroba kobieca, w której tkanka macicy z nieznanych przyczyn oddziela się od macicy, przenosi się do innych miejsc w ciele i przyczepia się do innych narządów lub tkanek ciała. Ta nieprawidłowo umieszczona tkanka macicy spontanicznie krwawi w odpowiedzi na zmiany hormonalne, powodując krwawienie wewnętrzne, blizny i często rozdzierający ból, który może zniszczyć zdolność kobiety do życia i normalnego funkcjonowania. Choroba ta nie jest rzadkością wśród kobiet, ale jest nieuleczalna, przynajmniej według konwencjonalnych standardów medycznych.
Moja „mała” endometrioza zamieniła się w potwora, który zjadł Tokio. Trzy miesiące po „udanej” operacji mojego lekarza ponownie siedziałam w gabinecie USG w szpitalu, obserwując, jak na ekranie monitora pojawia się kilka nowych guzów endometrialnych, którym towarzyszył zwykle potworny ból miednicy, krwawienie wewnętrzne, zaparcia, krwotoczne zapalenie pęcherza moczowego i ostre wyczerpanie.
Po badaniu USG postanowiłam skontaktować się z lekarzem, którego polecono mi jako eksperta od endometriozy. Powiedział mi, że jego zdaniem moje problemy zdrowotne wynikały z niezdiagnozowanej ciężkiej endometriozy i niedoczynności tarczycy, która prawdopodobnie występowała od okresu dojrzewania. Zalecił natychmiastową histerektomię, której się poddałam. Dzień po operacji lekarz odwiedził mnie i ze współczuciem wyszeptał, że „już nigdy nie będę miała problemu z endometriozą”. Ale mylił się.
Dwadzieścia miesięcy później miałam więcej guzów i kolejną operację. Trzy miesiące później ból, guzy i krwawienie wewnętrzne pojawiły się ponownie i zostałam zaplanowana na szósty zabieg chirurgiczny w ciągu pięciu lat, którego nie chciałam przejść.

Zdesperowana i poważnie osłabiona poleciałam do Meksyku, gdzie wydałam 15 000 dolarów na intensywną terapię dożylną megawitaminą i żywymi komórkami w jednej z alternatywnych klinik onkologicznych, które dawały pewną nadzieję w moim przypadku. Przez wiele tygodni lekarze wlewali do moich żył i ust składniki odżywcze i naturalne leki. Obserwowałam, jak wielu pacjentów z rakiem wokół mnie zdawało się czuć coraz lepiej dzięki leczeniu. Mnie też się polepszało – przez około dwa miesiące.
Moje 40. urodziny spędziłam beznadziejnie chora w łóżku, w którym pozostałam przez cały rok. Leki, operacje i meksykańskie terapie całkowicie zawiodły, a moje zwykłe zioła i leki homeopatyczne, choć dawały chwilową ulgę, wydawały się prawie bezużyteczne w walce z chorobą. Do tego czasu, mimo że miałam ubezpieczenie zdrowotne, mój mąż i ja wydaliśmy ponad 100 000 dolarów z naszych własnych pieniędzy, a ja wciąż nie mogłam nawet wstać z łóżka.
Przeszłam ostatnią operację usunięcia kolejnego dużego krwawiącego guza. Kiedy wróciłam do domu ze szpitala, ważyłam 89 funtów i rozwinęła się u mnie infekcja pooperacyjna, która wymagała kilku terapii antybiotykowych. Po zażyciu antybiotyków rozwinęła się u mnie niezwykle ciężka infekcja drożdżakowa. Moje ręce i ramiona pokryły się okropnie swędzącą infekcją grzybiczą, której nic nie było w stanie złagodzić ani wyleczyć, a ja byłam ogólnie wyczerpana, przykuta do łóżka i odczuwałam silny ból.
Kilka miesięcy po operacji powróciły zbyt dobrze znane objawy endometriozy. Moja lekarka zapewniła mnie, że wszystko jest w porządku, ale kiedy poprosiłam o dokumentację operacyjną i otrzymałam ją ze szpitala, okazało się, że napisała, iż „wszystkie próby usunięcia endometriozy zostaną wykonane, ale rzadko można zagwarantować pełną opiekę chirurgiczną; pacjentka może wymagać dalszej terapii endometriozy, medycznej lub chirurgicznej”. Dla mojego wyczerpanego i zdezorientowanego męża i dla mnie ta prognoza wydawała się być nie do pokonania i ostateczną porażką.
Odbyłam jeszcze jedną szczerą rozmowę z ginekologiem, który powiedział mi: „Biorąc pod uwagę powagę pani przypadku, rzeczywistość jest taka, że może panią czekać dożywotnia operacja korekcyjna”. Biorąc pod uwagę stan mojego zdrowia w tamtym czasie, nie mogłam sobie wyobrazić, że „całe życie” oznacza dla mnie coś więcej niż kilka dodatkowych lat dręczącego bólu i nieszczęścia, zanim moje ciało w końcu się podda.
Po prawie całym życiu w chorobie te ostatnie epizody w moich późnych latach trzydziestych i wczesnych czterdziestych wydawały się ostatecznym ciosem i szczerze mówiąc czułam, że nie ma wyjścia ani nadziei w zasięgu wzroku. Bez względu na to, ile razy lekarze zapewniali mnie, że leki i operacja wyleczą endometriozę i inne moje zaburzenia oraz umożliwią mi normalne życie, okazywało się, że się mylili.
Kilka tygodni później, gdy usłyszałam, że jeden z moich przyjaciół z kliniki onkologicznej zmarł we śnie, poczułam smutek z powodu jego rodziny, ale jednocześnie byłam szczęśliwa, ponieważ w końcu uwolnił się od bólu i cierpienia. Pod wieloma względami czułam, że to on był szczęściarzem i prawie życzyłam sobie, aby to samo przytrafiło się mnie. Wydawało się mi, że śmierć byłaby błogosławieństwem, zwłaszcza że moja rodzina mogłaby uwolnić się od pozornie niekończącego się ciężaru mojej choroby i móc zająć się swoim życiem.

Punkt zwrotny
Pewnego ranka, siedząc samotnie i zniechęcona, podniosłam ponuro wzrok znad czytanej książki, gdy do pokoju wszedł mój mąż. „Mam coś innego, czego możemy spróbować, kochanie” – zaświergotał entuzjastycznie i zaczął opisywać swoją rozmowę z kobietą, która wyleczyła się z poważnej i podobno nieuleczalnej choroby nerek, stosując niezwykłą terapię. „Cooo!?” – odpowiedziałam po tym, jak powiedział mi, na czym polegała terapia. „Nie sądzę” – powiedziałam i wróciłam do czytania mojej książki.
Ale po kilku kolejnych dniach i wielu okropnych epizodach bólu i leków mój mąż wręczył mi małą książkę i powiedział: „Musisz tego spróbować”. Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
Mała, bezpretensjonalnie wyglądająca książka była pełna fascynujących historii o ludziach, którzy zostali wyleczeni nawet z najgorszych chorób za pomocą pozornie dziwnej i mało znanej naturalnej terapii. Terapia wydawała się niesamowicie skuteczna, ale wciąż czułam niechęć do jej wypróbowania. Ale kiedy czytałam dalej tę książkę, opisanie w niej historie były tak fascynujące, a terapia tak prosta, że nagle przestała wydawać mi się dziwna i niedorzeczna. W tym momencie mojej prawie bezowocnej egzystencji wiedziałam, że nie mam absolutnie nic do stracenia, próbując jej – więc to zrobiłam.
Od pierwszego dnia, w którym rozpoczęłam terapię, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu uzyskałam niemal natychmiastową ulgę od nieuleczalnych zaparć i zatrzymywania płynów. W ciągu tygodnia mój silny ból brzucha i miednicy zniknął w niewiarygodny sposób.
Przewlekłe zapalenie pęcherza moczowego i infekcje drożdżakowe (wewnętrzne i zewnętrzne) wkrótce zniknęły, a alergie pokarmowe, wyczerpanie i problemy trawienne zaczęły ustępować.
Po kilku kolejnych miesiącach terapii zauważyłam, że, o dziwo, moje przeziębienia, grypa, ból gardła i objawy wirusowe, które wracały i bywały przewlekłe po operacjach, teraz rzadko się pojawiają. Moje włosy, które wypadały garściami po piątej operacji, stały się gęste i lśniące, moja waga unormowała się, a moja energia i siła wzrosły tak wyraźnie, że byłam nawet w stanie ponownie pracować.
Po raz pierwszy od wielu lat byłam w stanie pływać, a nawet wygodnie jeździć konno lub na rowerze górskim przez wiele godzin – wykonywać wszystkie wcześniej niewyobrażalne czynności. Ku zdumieniu mojemu i mojej rodziny wróciłam do pracy. Po 30 latach niemal nieprzerwanej choroby mogłam znów prowadzić bogate, pełne życie – a wszystko to dzięki niewiarygodnie prostemu i skutecznemu naturalnemu lekowi, o którego istnieniu prawie nikt z nas nawet nie wie.
I chociaż na początku ten naturalny lek wydawał mi się dość osobliwy, później odkryłam ku mojemu zaskoczeniu, że naukowcy medyczni intensywnie badają i stosują tę substancję leczniczą od wielu dekad.
