Urynoterapia
Artykuł po raz pierwszy w języku polskim ukazał się w dwumiesięczniku Nexus w numerze 160 (2/2025)
Tytuł oryginalny: „Urine Therapy”, Nexus (wydanie angielskie), vol. 32, nr 1
Martha M. Christy
Copyright © 1994
Niesamowita, nieopowiedziana historia
Istnieje niezwykła naturalna substancja lecznicza wytwarzana przez nasze własne ciało, którą współczesna medycyna uznała za jeden z najpotężniejszych naturalnych leków znanych ludziom. W przeciwieństwie do wielu innych naturalnych terapii medycznych metoda ta nie wymaga inwestycji pieniężnych ani interwencji lekarza i może być łatwo dostępna i stosowana w dowolnym momencie.
Poniżej przedstawiam fascynującą, nieopowiedzianą historię naturalnej substancji leczniczej, tak niezwykłej, że można ją nazwać tylko naszym własnym doskonałym lekarstwem.
Moje własne doświadczenie z tym mało znanym naturalnym lekiem rozpoczęło się w wyniku poszukiwania terapii na szereg poważnych przewlekłych chorób, które zaczęły się bardzo wcześnie w moim życiu i trwały przez wiele lat.
Kiedy miałam 12 lat, obudziłam się gwałtownie pewnego pięknego lipcowego poranka. Zaskoczona i przerażona zdałam sobie nagle sprawę, że leżę w ciemnoczerwonej kałuży krwi, która była tak duża, że przesiąkła nawet przez grube warstwy mojego materaca. Cała drżałam i byłam osłabiona. Wstałam z łóżka i poczułam okropny, rozdzierający ból w brzuchu.
Moja zmartwiona matka przybiegła, słysząc moje krzyki, ale po ocenie sytuacji powiedziała, że naprawdę niewiele może zrobić, aby uśmierzyć ból mojej pierwszej miesiączki. Ani ona, ani ja nie wiedziałyśmy wtedy, że to, co powinno być naturalnym przejściem do okresu dojrzewania i miesiączkowania, stało się dla mnie koszmarem, który trwał prawie 30 lat.
Życie z bolesnymi, obfitymi miesiączkami
Na początku każdej z moich comiesięcznych miesiączek niezmiennie kończyłam w gabinecie lekarskim albo na izbie przyjęć w szpitalu, krzycząc z bólu, obficie krwawiąc i wydalając ogromne skrzepy krwi.
Przez kilka miesięcy moja matka woziła mnie do różnych lekarzy, którzy nie potrafili mi pomóc, aż w końcu nasz lekarz rodzinny wprowadził comiesięczny schemat aplikacji leków przeciwbólowych, takich jak zastrzyki z Demerolu lub Darvonu, a następnie odesłał mnie do domu z dużą, okrągłą butelką kodeiny na receptę o pełnej mocy, którą ćpałam bez sensu przez następne osiem do dziesięciu dni.
Cały ten cykl powtarzał się co miesiąc przez prawie 20 lat.
Przez cały okres dorastania proste codzienne czynności, takie jak wstawanie i chodzenie do szkoły, były dla mnie często monumentalnym i całkowicie wyczerpującym wysiłkiem. W przeciwieństwie do reszty mojej rodziny i przyjaciół doświadczałam wyraźnych okresów skrajnego wyczerpania. Stałam się niezwykle podatna na przeziębienia i grypę i przez cały czas czułam mrożące krew w żyłach zimno – nawet w najcieplejsze letnie dni.
W wieku 14 lat walka z silnym przewlekłym bólem i zmęczeniem przy jednoczesnej próbie utrzymania normalnej aktywności stała się wręcz niemożliwa. Załamałam się i musiałam zostać hospitalizowana i usunięta ze szkoły na kilka miesięcy. Jednak nawet po wykonaniu ogromnej liczby badań medycznych i niezliczonych wizytach u lekarzy i specjalistów nikt nie zdołał zdiagnozować przyczyny moich problemów.
Po wielu tygodniach wróciłam do szkoły i walczyłam z bólem przez okres nauki w liceum, zażywając duże ilości kodeiny i innych silnych środków przeciwbólowych, które mój lekarz chętnie mi przepisywał. Ale zanim wyjechałam z domu do college’u, objawy krwawienia, wyczerpania, bólu i problemów trawiennych stały się tak poważne, że często nie byłam w stanie nawet wyjść z pokoju lub wziąć udziału w codziennych czynnościach.
Przez wiele lat przyjmowałam zastrzyki z Demerolu i kodeiny, dodałam także do swojego schematu kilka innych nowych środków przeciwbólowych i leków, które opracowano z myślą o problemach menstruacyjnych. Jednak moje dolegliwości nie ustępowały, poza tym w kolejnych latach rozwinęło się u mnie wiele innych poważnych problemów zdrowotnych.
W okresie od 18 do 30 roku życia zdiagnozowano u mnie zapalenie narządów miednicy mniejszej, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, chorobę Leśniowskiego-Crohna lub zapalenie jelita krętego (przewlekłe, bolesne zapalenie okrężnicy), zespół chronicznego zmęczenia (CFS), chorobę Hashimoto (zaburzenie tarczycy) i mononukleozę.
Miałam poważne przewlekłe infekcje nerek, dwa poronienia, przewlekłe zapalenie pęcherza moczowego, ciężkie zakażenia candidą i drożdżakami zewnętrznymi, a także wyraźną niewydolność nadnerczy oraz poważne przewlekłe infekcje ucha i zatok, na które przepisywano mi antybiotyki przez kilka lat. Dużym problemem stały się również alergie pokarmowe i chemiczne i chociaż prawie nic nie jadłam z powodu moich ekstremalnych alergii pokarmowych, przybierałam na wadze, co tylko potęgowało dyskomfort powodowany przez wszystkie inne zaburzenia zdrowotne, z którymi miałam do czynienia.
Leczenie, skutki uboczne i rezultaty
Butelki po lekach, które przyjmowałam w tym czasie, mogłyby zapełnić małe wysypisko śmieci, a mimo to żadna moja choroba lub zaburzenie nie zostało wyleczone, a, co gorsze, były one bardziej wyniszczające niż kiedykolwiek. Wyglądało na to, że stałam się chodzącą encyklopedią chorób, a najgorsze w całej tej sytuacji było to, że bez względu na to, ile nieudanych terapii lekowych próbowałam, każda wizyta w gabinecie lekarskim skutkowała jedynie kolejną zniechęcającą porażką.
Kolejnym dużym problemem były skutki uboczne leków. Czułam się jak piłeczka pingpongowa, odbijając się od jednego leku do drugiego, ponieważ moi lekarze przepisywali mi coraz więcej różnych leków, aby przeciwdziałać skutkom ubocznym tych, które już przyjmowałam.
Kiedy skończyłam 30 lat, ruch na rzecz naturalnego zdrowia naprawdę nabierał tempa i zdesperowana w poszukiwaniu jakiegokolwiek rozwiązania wypróbowałam schemat odżywiania Adelle Davis, terapię megawitaminową, akupunkturę, chiropraktykę oraz każdy preparat ziołowy i naturalną terapię zdrowotną, jaką mogłam znaleźć.
W ciągu dwóch lat moje przewlekłe zapalenie pęcherza ustąpiło, a ból menstruacyjny i krwawienie znacznie się zmniejszyły. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego również ustąpiło, a infekcje zatok zniknęły. Czułam, że powoli odzyskuję siły i zdrowie, a nawet zaczynam doświadczać części energii i wigoru, którymi cieszą się „normalni” zdrowi ludzie – a wszystko to osiągnęłam bez leków.
Kiedy poczęłam syna w wieku 34 lat i udało mi się przejść przez pierwszy trymestr ciąży bez poronienia, czułam się, jakbym pokonała ostatnią granicę zdrowia. Niestety, w przypływie entuzjazmu nie doceniłam wpływu ciąży na moje, co zrozumiałe, słabe zdrowie, a poród, do którego tak starannie się przygotowywałam, okazał się niemal śmiertelną katastrofą wymagającą operacji w nagłym trybie.
Jak się okazało, nawet pomimo wszystkich chorób i bólu, przez które przeszłam w latach poprzedzających poród, wszystko to wydawało się dziecinną igraszką w porównaniu z poważnymi komplikacjami związanymi z trudnym porodem, w które wpadłam.
Przez wiele miesięcy po porodzie nękałam mojego ginekologa, skarżąc się na nieustające i silne skurcze brzucha, zapalenie pęcherza moczowego i okropnie bolesne miesiączki. Moje naturalne metody leczenia przynosiły tymczasową ulgę, ale co zastanawiające, nie miały takich samych korzystnych i trwałych efektów, jakie miały przed ciążą.
Przeszłam wszystkie możliwe testy medyczne, z których każdy był negatywny, lecz problemy, z jakimi się borykałam, nie ustępowały. Mój lekarz wzdrygał się za każdym razem, gdy wchodziłam do jego gabinetu, a następnie odsyłał mnie z powrotem z coraz ostrzejszymi zapewnieniami, że mój ból jest „nieuzasadniony” i prawdopodobnie wszystko jest w mojej głowie.
Po zrażeniu do siebie każdego lekarza w mieście moimi skargami, w końcu poddałam się i postanowiłam „cierpieć w milczeniu”, aż pewnego gorącego letniego dnia, prawie 24 miesiące po porodzie, nagle upadłam na podłogę w salonie na oczach mojego przerażonego dwulatka krzycząc z bólu. Musiałam dosłownie doczołgać się do telefonu, by zadzwonić do męża. Kiedy zaniósł mnie z krzykiem do gabinetu mojej położnej, lekarz cmoknął z dezaprobatą. „Nie może być aż tak źle, kochana. Dopiero co zbadaliśmy cię kilka miesięcy temu” – przekonywał.
Dał mi kodeinę i odesłał do domu. Czterdzieści osiem godzin później znalazłam się na sali operacyjnej, gdzie przeszłam pilną operację z powodu wielu pękniętych guzów jajnika.
Kilka dni po zabiegu mój lekarz wszedł do mojego pokoju szpitalnego z pojednawczym uśmiechem na twarzy. „Rany” – powiedział przepraszająco – „nie mieliśmy pojęcia, że coś takiego się wydarzy. Twój jajnik wyglądał okropnie – powiększony do rozmiaru grejpfruta. Nic dziwnego, że cierpiałaś. Przykro nam, że musiałaś tak długo czekać bez pomocy, ale testy niczego nie wykazały. A tak przy okazji, patolog znalazł niewielką endometriozę w prawym jajniku”.