Przejmowanie UFO

Po tym, jak zostałem wtajemniczony, można by pomyśleć, że istnieje jakiś specjalny klub, do którego można dołączyć. Nie do końca, przynajmniej przez rok po tej pierwszej katastrofie. Wróciliśmy do normalnej służby, przy czym nasza jednostka została rozczłonkowana, co nie było dobre – nie robi się tego zgranej ekipie, ale tak się stało. Wiem też, że celowo wpakowali nas w najgorszy bałagan, jaki mogli przygotować. Wiem, że pięciu z naszej pierwotnej dwunastki zginęło w walce, a trzech kolejnych zostało ciężko rannych. Myślę, że chcieli się nas pozbyć.

Ale mniej więcej rok po tej pierwszej katastrofie zostałem oficjalnie „wcielony”. I od teraz moim głównym zadaniem było robienie takich rzeczy… no, kiedy to się działo. Nie zdarzało się to często, niemniej te rzeczy spadały z nieba. Albo ludzie widzieli, jak coś ląduje lub byli świadkami… zdarzało się to częściej, niż ludzie wiedzą. I przybywaliśmy tak szybko, jak tylko mogliśmy, na wypadek, gdyby było coś do przejęcia. Myślę, że w sumie wyciągnęliśmy z tego teatru trzy jednostki, i to nie tylko z Wietnamu. O mały włos nie rozpoczęliśmy wojny z Chinami. Dzięki Bogu ich systemy wczesnego ostrzegania były wtedy prymitywne, a my byliśmy blisko granicy. Nie sądzę, byśmy mogli zrobić to dzisiaj.

Europa była kolejnym punktem zapalnym, ale większość ludzi o tym nie wie. Nie jestem pewien, czy cokolwiek kiedykolwiek rozbiło się w oceanie. Jeśli tak, to zdecydowanie nie moglibyśmy tego wyciągnąć. Ale Europa była zawsze gotowa do wojny w każdej chwili. Bombowce z głowicami jądrowymi nieustannie patrolowały niebo, samoloty wywiadu elektronicznego, ćwiczenia wojskowe przez cały czas – wszystko to działo się po obu stronach granicy, dużo aktywności. Prawdopodobnie byli więc ciekawi. Sądzę, że w Europie lepiej radzono sobie z utrzymywaniem spraw w tajemnicy niż w Stanach Zjednoczonych, ale myślę, że nasze media były wówczas nieco bardziej wolne, więc raporty o UFO pojawiały się w głównych gazetach w ciągu jednego dnia od wydarzenia. Ponadto Europejczycy w pewnym sensie kręcili nosem na całą sprawę UFO. Znacznie więcej Amerykanów wierzyło w ich istnienie niż Europejczyków, co ułatwiało im utrzymanie tego w tajemnicy.

 

Ukrywanie dowodów

Same statki były niezwykłe – to najprostszy sposób, w jaki można je opisać. Oczywiście nie byłem przy każdym przejęciu. Trzymali te obiekty w różnych miejscach i miałem okazję zobaczyć ich dwa zestawy. Wszyscy zawsze myślą o bazie Wright-Patterson i Wydziale Zagranicznych Technologii. Myślisz, że bylibyśmy aż tak głupi? To byłoby najgłupsze miejsce na ulokowanie tych rzeczy, ponieważ byłoby pierwsze w kolejności, do którego skierowaliby się sowieccy szpiedzy. Chcieliby wiedzieć, co już o nich wiemy. Mogę jednak powiedzieć, że sfałszowaliśmy kilka rzeczy w bazie Wright-Patterson na tyle, by podsycić plotki, ponieważ chcieliśmy, by Sowieci właśnie tam szukali. To była zabawna gra, którą trzeba było dobrze rozegrać, więc kilku rekrutów zauważyło coś dziwnego, a potem po prostu pozwolono, aby plotka o tym się rozniosła.

Prawdziwe rzeczy nie trafiały do Wright-Patterson. Było kilka innych rządowych miejsc. Niestety, nie chcę zdradzać gdzie, ponieważ nadal są tam prowadzone ważne prace. Były też zakłady „kooperacyjne” prowadzone przez rząd i dużych wykonawców z branży obronnej, w tym takie firmy, jak Raytheon i Boeing, które zna każdy, ale także takie jak Texas Instruments (TI). Wszystko odbywało się w sekrecie i pomniejsi dostawali tylko mały kawałek układanki. Niektórzy faceci z TI dostawali kawałek czegoś z prośbą o wyjaśnienie, jak to coś działa, przy czym nigdy nie byli informowani, skąd to pochodzi. Jestem pewien, że ci jajogłowi mieli swoje podejrzenia, ale w rzeczywistości trudno jest powiedzieć, czy coś jest naprawdę obce.

 

Różne rodzaje statków

Te obiekty mają różne kształty. Ludzie zajmujący się UFO w Internecie wykonali całkiem niezłą robotę, kompilując dane na własną rękę. Widziałem kiedyś zrobiony przez kogoś wykaz najczęściej zgłaszanych obiektów i jest on całkiem dokładny. Mamy więc latające jaja, tic taki, jak się je teraz nazywa (my nazywaliśmy je po prostu pigułami), staromodne spodki, dzwony, trójkąty – cały miszmasz kształtów. Ale te, które się rozbijają, to prawie zawsze jaja i dzwony. Są też mniejsze. Myślę, że to zdalnie sterowane drony, a kiedy się rozbijają, trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia, bo mają zwyczaj po prostu się rozpadać – może za sprawą mechanizmu autodestrukcji, nie wiem.

Spodki były klejnotem w koronie. Słyszałem o kilku katastrofach, ale byłem tylko przy przejmowaniu dwóch spodków. Nie wiem, z czego są zrobione, ale są wyjątkowo wytrzymałe.

Raz odzyskaliśmy spodek w Ameryce Południowej – nie powiem gdzie, bo z tego, co słyszałem, sprawa nadal się tam toczy, a obywatele nie byliby zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, że ich rząd potajemnie współpracuje z USA. W każdym razie spodek, który przejęliśmy, uderzył w bok skalnej wychodni w drodze na dół i rozbił ją na kawałki, a następnie ściął ćwierć mili (400 m) drzew. Gdyby wydarzyło się to na obrzeżach cywilizacji, cała ta sprawa byłaby już publicznie znana… tyle zniszczeń spowodowało to coś.

Ale sam statek był stosunkowo nietknięty. Później, gdy byłem już starszy i przeniosłem się na administracyjną stronę rzeczy, dowiedziałem się, że te statki były uformowane z jednego kawałka materiału albo scalone na poziomie atomowym. Niewiarygodnie wytrzymały materiał, niezależnie od tego, jak to zrobili, i jak powiedziałem, nie było widać ani jednego szwu. Nawet wejście jest niewidoczne, dopóki się nie otworzy – z taką precyzją są wykonane.

Nawiasem mówiąc, otwarcie go zajęło nam trochę czasu. Najwięcej wymyślenie, jak go otworzyć bez uciekania się do destrukcyjnych działań. I tu jest dobra wiadomość – możemy wyciąć, stopić lub utorować sobie drogę ładunkiem wybuchowym, jeśli będziemy musieli, co oznacza, że te rzeczy można zniszczyć. Oznacza to także, że mamy szansę w walce, jeśli kiedykolwiek staną się dla nas zagrożeniem. Nie sądzę jednak, by miało to jakiekolwiek znaczenie, bo zamiast walczyć z nami pewnie zrzuciliby nam na głowy trochę skał i poczekali, aż skończy się epoka lodowcowa. W starciu z nimi jesteśmy jak dzieciaki ze szkolnego podwórka uzbrojone w kamyki. Ale możemy je rozciąć i od czasu do czasu zestrzelić.

Wyciągnięcie tego z dżungli i zabranie na statek do Stanów zajęło trochę czasu. Zanim go otworzyliśmy… czy kiedykolwiek otwieraliście lodówkę pełną jedzenia po tym, jak przez kilka dni nie było prądu? Dyski mają załogę i nie wiem, czy te rzeczy zginęły wskutek uderzenia, czy później. Tak czy inaczej, kiedy dostaliśmy się do środka, nie było tam już nic żywego.

 

 

 

 

Załoganci

Myślę, że każdy chce dowiedzieć się jak najwięcej o tych rzeczach. Celowo nazywam ich „rzeczami”, ale nie z braku szacunku czy czegoś w tym rodzaju. Po prostu nie sądzę, by ktokolwiek z nas był kiedykolwiek przekonany, że to faktycznie żywe stworzenia. Cóż, nie są żywe w takim sensie jak wy i ja. Po pierwsze, prawie nie mają układu trawiennego – tylko tyle, by przetwarzać jedzenie, które otrzymują ze statku, coś w rodzaju kroplówki. Nie miały żołądka, który pomieściłby duże ilości jedzenia, jak u normalnych zwierząt. To sprawiło, że zaczęliśmy podejrzewać, że to nie one stoją za tym wszystkim.

Nie wiem, ile żywych osobników kiedykolwiek znaleziono, ale wiem, że znaleźliśmy dwa żywe w jednej katastrofie… cóż, to nie była w rzeczy samej katastrofa, ale bardziej twarde lądowanie. Chodzi mi o to, że ten statek był nienaruszony i nie miał prawie żadnych uszkodzeń – krótko mówiąc, nie rozbił się.

Uczestniczyli w tym Brytyjczycy i kilku innych głównych partnerów z NATO, więc skoncentrowaliśmy się na dotarciu do tych rzeczy przed Sowietami. Ogólna umowa była taka, że wszystkie przejęte materiały tego typu trafiały do Stanów Zjednoczonych, co sprawiało, że Europejczycy byli nieco rozdrażnieni, ale to chyba cena, jaką płaci się za posiadanie supermocarstwa, które pilnuje ich tyłków.

Mimo to byliśmy pewni, że przy co najmniej kilku okazjach zgarnęli kilka kawałków dla siebie.

 

 

 

Script logo
Do góry