Wyznanie członka sił specjalnych w sprawie UFO
Artykuł po raz pierwszy w języku polskim ukazał się w dwumiesięczniku Nexus w numerze 159 (1/2025)
Tytuł oryginalny: „US Special Forces UFO Confession”, Nexus (wydanie angielskie), vol. 31, nr 5
Copyright © 2024
Wojna w Wietnamie, 1954–1975
Był rok 1968, o ile dobrze pamiętam, gdzieś przy granicy z Kambodżą. Sprawdzaliśmy ukształtowanie terenu podczas patrolu zwiadowczego dalekiego zasięgu, śledząc szlaki zaopatrzeniowe do Wietnamu Południowego wzdłuż Kambodży i mapując je na potrzeby przyszłych wypadów i planowanych na przyszły rok nalotów z użyciem bombowców B-52, które rozniosły całe to miejsce w pył.
Obiekt pojawił się nagle nad głową… jasna czerwono-pomarańczowa poświata, wyglądał, jakby się topił… Nie wiem, tylko ci z nas, którzy spojrzeli w górę na czas, zdążyli jedynie dostrzec go przelotnie przez osłonę drzew. Był nad naszymi głowami i zniknął w okamgnieniu. Nie potrafię powiedzieć, jak wysoko się znajdował ani jak szybko się poruszał, ale jakieś cztery… pięć sekund później rozległ się głośny trzask i głuchy łoskot, któremu towarzyszyło drżenie ziemi. To dało nam do zrozumienia, że spadł gdzieś w pobliżu.
Domyśliliśmy się, że był to amerykański samolot, choć za nic nie potrafiłbym powiedzieć, jaki był jego pierwotny kształt, gdy spadał nad głową – był po prostu zbyt szybki. Pamiętam tylko pomarańczową poświatę i myśl o stopionym metalu. Nawet odruchowo kucnąłem w obawie, że jego część spadnie na mnie.
Byliśmy na tyle blisko północnej granicy, aby wiedzieć, że lepiej nie używać naszych radiotelefonów dalekiego zasięgu. Sowieci wysłali własnych doradców sił specjalnych uzbrojonych w całkiem niezły sprzęt do szpiegowania elektronicznego i jeśli byli w pobliżu, mogli dość dokładnie określić nasze położenie. Dla wszystkich byliśmy teraz na misji ratunkowej i pomyśleliśmy, że wstrzymamy się z radiem, dopóki nie dotrzemy na miejsce katastrofy i nie poprosimy o ewakuację.
Okazało się, że to cholerstwo było dalej, niż myśleliśmy – dobre trzy do czterech mil (4,8–6,4 km) przedzierania się przez okropny teren. Kiedy jednak dotarliśmy na miejsce, od razu stało się oczywiste, że to nie był amerykański samolot, a przynajmniej nic takiego, o czym ktokolwiek z nas by wiedział. Nasz kapitan był od jakiegoś czasu powiązany z „czarnym” światem i wiedział, że nad Wietnamem latają rzeczy wyprodukowane w USA, o których opinia publiczna wciąż nie wie, ale to nie było nic takiego.

Miejsce katastrofy UFO
Przypominało mi to gigantyczne metalowe jajo, które pękło, gdy spadło na ziemię. W tamtym miejscu było bardzo gorąco i na początku myślałem, że to tylko jakaś rozbita kapsuła kosmiczna – może radziecka, skoro byliśmy w ich okolicy. Była matowoszara i wyglądała, jakby została wykonana z jednego kawałka metalu – nie było widać żadnych szwów, śrub ani wkrętów.
Nie udało mi się zajrzeć do środka, więc niewiele mogę o nim powiedzieć. Zarośla wokół tego obiektu płonęły i trudno było zajrzeć do środka przez jego uszkodzony bok. Nie mogę powiedzieć, czy byli w nim jacyś załoganci – sam ich nie widziałem.
Zgłosiliśmy ten wypadek i byliśmy zaskoczeni, gdy dowiedzieliśmy się, że w drodze jest już kilka „ptaków”. Kazano nam zabezpieczyć miejsce katastrofy, co też zrobiliśmy, mając nadzieję, że cała dżungla nie stanie w płomieniach. Pierwszymi samolotami, które się pojawiły nad naszymi głowami, była para F-4, która zaczęła okrążać to miejsce. To dało nam do zrozumienia, że to coś naprawdę poważnego. Wiem, że teraz brzmi to głupio, ale wtedy naprawdę nie wiedzieliśmy, co to za cholerstwo. Otaczający ten obiekt ogień sprawiał, że bardzo trudno było cokolwiek zobaczyć. Większość z nas wciąż myślała, że to było coś należącego do NASA albo coś radzieckiego.
W każdym razie chłopaki z sił powietrznych latali nad naszymi głowami, aby odstraszyć wszelkie ciekawskie wietnamskie MiG-i. Pierwszymi śmigłowcami, które nadleciały, były Hueye pełne piechoty, ale piechoty nie dopuszczono w pobliże tego obiektu. Zostali rozmieszczeni w sporej odległości wokół niego. Nie wiem, co powiedzieli tym chłopakom, ale wyciągnięcie tego cholerstwa z dżungli zajęło dobre dwa dni i oczywiście istniała potrzeba zabezpieczenia tamtego miejsca, biorąc pod uwagę, jak blisko było do granicy.
Program
Wróciliśmy helikopterem dość szybko. Pojawili się też ludzie z SOF-u (Special Operations Force – Jednostka Operacji Specjalnych), którzy wraz z kilkoma jajogłowymi z sił powietrznych i marynarki wojennej pracowali nieco bliżej obiektu. Później dowiedziałem się, że wszyscy oni byli członkami Programu, jak wszyscy go nazywali. Do Programu należało kilka jednostek szybkiego reagowania stacjonujących na całym obszarze tamtejszego teatru wojennego. Z wojny koreańskiej dowiedzieliśmy się, że konflikty przyciągają te rzeczy, i myślę, że ma to sens, bo to prawdopodobnie jedna z najciekawszych rzeczy, jakie robimy.
Wiele osób uważa, że cały ten bałagan zaczął się podczas II wojny światowej i może tak było, ale Program powołano do życia podczas wojny koreańskiej. To wtedy stał się oficjalny.
Tak czy inaczej, myślę, że ludzie z wywiadu, którzy nas wciągnęli, trochę przesadzili. Większość z nas nadal uważała, że to była tylko jakaś sonda kosmiczna czy coś w tym rodzaju – mogli nam to powiedzieć i pozwolić odejść, dzięki czemu przeżylibyśmy resztę życia bez zawracania sobie tym głowy. Ale chyba myśleli, że widzieliśmy więcej, niż naprawdę widzieliśmy, więc zostaliśmy poinformowani, trochę na siłę, bo nie mieliśmy wyboru. Alternatywą było niehonorowe zwolnienie, co widziałem jeden lub dwa razy. Mogli posłużyć się artykułem 15 lub czymś gorszym, gdyby doszli do wniosku, że możemy sprawić kłopoty. Zrobiliby wszystko, aby zniszczyć naszą wiarygodność. Najczęściej oskarżali o narkotyki. Wszyscy wiedzieliśmy, że narkotyki są tam wszędzie, więc kto by słuchał jakiegoś wypierdka wyrzuconego za heroinę?
W tamtych czasach świat był o wiele mniejszy niż dziś. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałeś, było to, by twoi znajomi i rodzina dowiedzieli się, że zostałeś wyrzucony z powodu złego zachowania.
Więc wtajemniczyli nas, ale tylko trochę. Ludzie myślą, że dostają wszystkie informacje w jednym czasie. Nie w taki sposób tajne programy pozostają tajne. Powiedziano nam tylko to, co musieliśmy wiedzieć. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że te cholerstwa pochodzą z kosmosu, dopóki nie zobaczyłem ciała. Wtedy to było coś w rodzaju: okej, zobaczyłeś to, oto trochę więcej informacji. Z tego, co wiem, nigdy nie dowiedziałem się całej prawdy. Ale wiem dużo i jestem trochę zmęczony siedzeniem w tym przez te wszystkie lata. Poza tym, co oni mogą zrobić staremu człowiekowi?
David Grusch
Mówiąc o Gruschu, lubię go. Jest pewny siebie i ściśle przestrzega procedur, a to sprawia, że jest tak frustrujący. Wszyscy chcą, by wyszedł i powiedział wszystko, ale on robi to dobrze, mówiąc tylko to, co może nie łamiąc tajemnicy. Myślę, że jest patriotą. Gdyby pragnął tylko sławy, wyszedłby i powiedział wszystko. A jeśli wsadzą go za to do więzienia, to w gruncie rzeczy przyznają się, że naprawdę udostępnił tajne informacje, czyż nie tak?
Czy jednak mówi prawdę? Nie wiem. Wiele z tego, co słyszałem, brzmi dobrze, ale jestem poza tym od dwudziestu lat i rzeczy się zmieniają. I kto wie, jaka była cała prawda. Czy uważam, że kłamie, czy mówi prawdę? Myślę, że mówi więcej prawdy niż nie, zwłaszcza w części dotyczącej zaangażowania wykonawców z branży lotniczej. Wiem, że to prawda.
Ale nigdy nie należy lekceważyć tego, jak daleko posuną się te grupy, aby stworzyć dezinformację. I nie chodzi tylko o oszukiwanie amerykańskiej opinii publicznej. Powiem ci, że spędziłem około trzydziestu lat w Programie i ta grupa jest pełna prawdziwych, błękitnokrwistych patriotów. Przyszło nam mieć do czynienia z najbardziej niebezpieczną technologią na świecie. Wyobraź sobie, co by było, gdybyśmy mieli kolejny projekt Manhattan i ktoś uciekł z częścią tej technologii do Sowietów.
Nikt nie lubił okłamywać opinii publicznej, ale ludzie zapominają, że nie tylko my jesteśmy świadomi lub przynajmniej podejrzewamy, że coś się dzieje. Sowieci, no cóż, teraz Rosjanie, Chińczycy… do diabła, Izraelczycy też, wszyscy szukają jakiegokolwiek skrawka informacji, które mogą zdobyć. Dezinformacja jest prawdziwa, ale nie jest skierowana do amerykańskiej opinii publicznej. Cóż, głównie nie.
Faktem jest, że już teraz mogę ci powiedzieć: rząd nie chce, abyś myślał o UFO. To utrudnia przejmowanie, a utrzymanie tego wszystkiego w tajemnicy jest jeszcze trudniejsze. Nie sądzę, by ktokolwiek kiedykolwiek bał się masowej paniki lub czegoś podobnego. Może teraz tak jest, nie wiem, ale wtedy tak nie było. Chodzi o to, by te materiały nie dostały się w ręce przeciwników.