Powrót do pierwszego spotkania

Wróćmy jednak do dysków. Drugi dysk – który był właściwie moim pierwszym w historii… przepraszam, powinienem mówić o nich w porządku chronologicznym – miał pięcioosobową załogę, z której tylko dwoje przeżyło. Najdziwniejsze jest to, że nie mieliśmy pojęcia, co zabiło pozostałą trójkę. Na ich ciałach było tylko trochę siniaków po twardym lądowaniu, ale nic więcej.

Nawiasem mówiąc, typowy opis szarych kosmitów podawany przez ludzi jest dość bliski prawdy. Niecałkowicie, ale bardzo blisko. Są nieco wyżsi, niż ludzie myślą, a oczy nie są tak duże, jak ludzie rysują. Ale są duże, co mówi nam, że dorastali w słabo oświetlonym środowisku; wszystkie ich statki były słabo oświetlone od wewnątrz. Nie wiem, dlaczego ludzie, którzy twierdzą, że zostali uprowadzeni, mówią o jasno oświetlonych pomieszczeniach – nigdy tego nie widzieliśmy. Wewnątrz tych statków było dość ciemno, ale mimo to wszystko było widoczne. Ogólnie było to niewygodne.

Ci dwaj żywi nie byli ranni i wpatrywali się w nas, gdy statek się otworzył. Program ma ścisłe protokoły, ponieważ zawsze spodziewamy się nawiązać kontakt z inteligencją inną niż ludzka. Te protokoły dokładnie mówią, co robić, a czego nie. Ludzie myślą, że idziemy na te statki w pełnym wojskowym ekwipunku… To znaczy, tak było, kiedy zajmowałem się ochroną Programu. Wtedy byliśmy mocno uzbrojeni. Nigdy nie wiedzieliśmy, z czym będziemy mieli do czynienia i czy nie pojawi się obca ekipa… zdarzyło się to raz czy dwa.

Ludzie z ochrony przebywają na zewnątrz, daleko od statku. Należy wziąć pod uwagę, że te rzeczy są wystarczająco inteligentne, aby przemierzyć galaktykę lub przybyć z dowolnego miejsca. Czy naprawdę powinniśmy najpierw wysłać żołnierzy? Nie, najpierw dokonujemy odczytów, aby upewnić się, że nie ma tam nic toksycznego lub niebezpiecznego, a następnie wysyłamy personel medyczny – głównego lekarza nazywamy „ambasadorem”. Miał specjalne przeszkolenie w zakresie protokołów kontaktowych na wypadek, gdybyśmy natknęli się na coś żywego i mówiącego. Ambasador zawsze mówił co najmniej po angielsku, rosyjsku, chińsku i hiszpańsku – w najbardziej rozpowszechnionych ludzkich językach.

Trzymaliśmy więc chłopaków z bronią daleko z tyłu, poza zasięgiem wzroku, jeśli mogliśmy. Było to ryzykowne – to mogło przecież zastrzelić ekipę medyczną, równie dobrze mógł tam być jakiś kosmiczny potwór. Ale było to lepsze ryzyko niż rozpoczęcie międzygwiezdnej wojny lub straszenie ich uzbrojonymi żołnierzami.

Tej nocy dwaj żywi po prostu stali, gdy zespół wszedł do statku – otworzył się sam albo może to oni otworzyli drzwi… nie wiem, czy były otwarte, kiedy tam dotarliśmy. Stali tam i w ogóle nie odpowiadali ambasadorowi. Zasadniczo prawie na nic nie reagowali, tylko na podstawowe bodźce, takie jak jasne światła, od których odwracali głowy. Nie sprzeciwili się nawet, gdy zespół medyczny zaczął sprawdzać ich pod kątem obrażeń, a przynajmniej tak mi powiedziano. Widziałem ich, gdy byli wyprowadzani ze statku, i mam na myśli, że byli wyprowadzani jak dzieci.

Ratownicy medyczni wzięli ich za ręce i wyprowadzili jak dzieci. Po prostu stali tam, gdzie się ich zostawiło. Byłem w oddziale obserwacyjnym. Rozstawiliśmy się wokół wejścia tworząc formację w kształcie litery U i trzymaliśmy się linii drzew, aby zapewnić bezpieczeństwo, gdyby coś zrobili, ale tak, by nie rzucać się w oczy i nie straszyć ich. Zasadą było, że nigdy nie celowało się do nich z karabinu, nawet jeśli byli trupami lub wyglądali jak trupy – to, że wyglądają na martwych, nie oznacza, że nimi są.

Ludzie mają błędne wyobrażenie i myślą, że wyjmujemy te rzeczy ze środka i zabieramy na autopsję. Powiem ci, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby im pomóc. Próbowaliśmy zapewnić leczenie, ale te rzeczy zawsze umierały. Zawsze. Żyły najwyżej przez kilka dni, nie odzywając się ani słowem ani nie reagując na nic, a potem po prostu się przewracały. W końcu na podstawie tego, co znaleźliśmy na statku, ustaliliśmy, że przyjmują wodę i najwyraźniej jedzenie, czy jakkolwiek to nazwać. Było to dość podstawowe białko i inne rzeczy, których nie znam. Nic wyszukanego. Więc kiedy to rozgryźliśmy, zaczęliśmy podłączać żywe osobniki do kroplówek, kiedy tylko mogliśmy. Mają układ krwionośny jak my. Dowiedzieliśmy się tego badając ich zwłoki.

Ale bez względu na to, jak bardzo staraliśmy się utrzymać je przy życiu, zawsze w końcu umierały.

Wracając jednak do tamtej nocy, te stworzenia po prostu stały w miejscu, gdziekolwiek je zaprowadziliśmy. Poprowadziłeś jednego, by stanął tutaj, wiec stał. Przenosisz go gdzie indziej, więc stoi tam. Ich kończyny są stosunkowo długie, zaś kolana w niewłaściwych miejscach, ale usiadłyby na krzesłach, gdyby były dostępne. Normalnie po prostu stoją, aż się przewrócą wyczerpani.

To i sposób, w jaki działały ich narządy, doprowadziło nas do przekonania, że te rzeczy są… cóż, są w zasadzie tylko biologicznymi komputerami przypominającymi drony. Cokolwiek je tworzy, po prostu tworzy biologiczną załogę, gdy jej potrzebuje, a ona wykonuje swoją pracę i nic więcej. Przynajmniej taka była nasza teoria, ponieważ ich ciała nie wyglądały na zbudowane z myślą o trwałości. Jajogłowi uważali za podejrzane, że byli w stanie tak łatwo oddychać naszą atmosferą. Jakie jest prawdopodobieństwo, że kosmici również oddychaliby naszą atmosferą?

Poza tym nigdy nie znaleźliśmy w ich statkach niczego, co można by nazwać rzeczami osobistymi. Nigdy. Nie było tam szuflad pełnych zapasowych ubrań, niczego, co wyglądałoby na służące rozrywce, ani nawet miejsca do spania. Nie wiem, czy mieli łazienkę. Co więcej, wiele informacji było rozczłonkowanych, ale po przejściu na poziom administracyjny, nie można powstrzymać ludzi od mówienia. Prawdę mówiąc, Program chciał, żebyśmy rozmawiali – przynajmniej ci z nas, którzy byli seniorami – ponieważ zapewniało to ujście. Siedzisz nad czymś takim i nie masz z kim o tym porozmawiać ani zastanowić się, o co w tym wszystkim chodzi, i to cię zżera. Na początku przekonali się o tym na własnej skórze, więc po osiągnięciu statusu seniora rozluźnili atmosferę. Myślę także, że chcieli, abyśmy dzielili się pomysłami. To gigantyczna tajemnica i ludzie muszą dzielić się pomysłami, aby ją rozgryźć.

Więc te rzeczy – obcy, jak sądzę – są prawdopodobnie biologicznymi komputerami. Tak myśleliśmy, ale kto wie, może są tak obcy, że po prostu nie rozumiemy ich natury. Wszystko wskazywało jednak na powyższy wniosek. I to też było podejrzane, ponieważ przejęliśmy statki bez załogi. Dlaczego więc te spodki i jeden lub dwa inne typy potrzebowały załogi?

 

 

 

 

Czy „obdarowują” ludzkość technologią?

Mieliśmy pewną teorię. Przypominam, że jestem poza tym od ponad dwudziestu lat, więc może teraz znane są rzeczy, których wtedy nie wiedzieliśmy. Ale w moich czasach mieliśmy teorię, że to wszystko zostało dla nas sfabrykowane. Powierzyliśmy NASA zadanie znalezienia w Układzie Słonecznym czegoś w rodzaju dużej drukarki 3D. Jakiś obiekt lub komputer po prostu tworzył te statki i rzeczy i wysyłał je na Ziemię. Czasami rozbijały się lub po prostu lądowały i nie startowały. Cokolwiek to robiło, chciało, żebyśmy przejęli statek. Nie wiem, czy kiedykolwiek coś znaleziono, ale przez jakiś czas było trochę emocji.

Irańczycy próbowali zestrzelić jeden z nich i nie poszło im to najlepiej. My też próbowaliśmy i nam też nie poszło najlepiej. Myślę, że staliśmy się w tym nieco lepsi, i wiem, że zestrzeliliśmy jeden lub dwa w latach 1990., ale tylko dlatego, że istniały uzasadnione obawy co do tego, co robią. Czasami ranili ludzi i nie wiem, czy było to celowe, czy nie – myślę, że był to tylko efekt uboczny ich obecności. Było jednak wiele dobrych informacji wywiadowczych mówiących, że naprawdę lepiej nie być w pobliżu jednego z nich, gdy jego systemy zasilania są w pełni włączone.

Byliśmy pewni, że źródłem problemów nie były żywe istoty, które przejęliśmy, ponieważ ten sam efekt można było uzyskać, gdy statek był pusty, jeśli się do niego zbliżyło. Nie zawsze, ale czasami. Ludzie opisywali różne zjawiska… nigdy nie były to duże różnice, ale wystarczające, by się niepokoić. Musieliśmy opracować specjalne techniki radzenia sobie z ekspozycją na te statki. Nazwaliśmy je „kotwicami” – konsensusem w sprawie tego, co jest rzeczywistością. Na przykład, gdybyśmy byli w zespole ochrony i zbliżyli się do statku, powiedzielibyśmy: „Okej, statek opiera się o duży dąb, a po drugiej stronie jest szary głaz”. Pomyślałbyś o tym obrazie i pomogłoby to w dezorientacji za każdym razem, gdy ten efekt się wydarzył.

Jeśli chodzi o to, czego chcą, powiem, że nie wiem. Jeśli ktoś to rozgryzł, to nie podzielił się tym ze mną. Nie sądzę, by stanowili zagrożenie. Dopiero niedawno zdobyliśmy technologię pozwalającą na wyrządzenie im krzywdy, ale nawet wtedy wygląda na to, że nam na to pozwalają. Mocno podejrzewaliśmy, że całe to zjawisko jest formą prezentu. Dlaczego statki rozbijałyby się lub po prostu lądowały, a potem nic nie przybywało, by spróbować je odzyskać? Gdyby misja kosmiczna na Marsie zakończyła się niepowodzeniem, wysłalibyśmy pomoc, gdybyśmy tylko mogli. Myślę, że Mars jest zbyt daleko, ale Księżyc jest okej. Moglibyśmy uratować ludzi na Księżycu, gdyby tego potrzebowali – zrobilibyśmy to. Ale nikt nigdy nie przylatuje po te rzeczy i dlaczego czasami lądują całkowicie sprawne i nie startują ponownie?

Może więc dostajemy prezenty, a może mamy się z tym uporać, zanim będziemy mieli problem. Nie wiem.

 

Od wydawcy:

Ta relacja pojawiła się w Internecie pod koniec marca 2024 roku. Uważa się, że pojawiła się w odpowiedzi na zeznania Davida Gruscha. Powyższy artykuł można teraz znaleźć na Youtube pod adresem youtu.be, na X (Twitter) pod adresem tinyurl.com oraz na AboveTopSecret.com pod adresem tinyurl.com.

 

Przekład D.L.

 

Script logo
Do góry