W podobnym okresie pobożny chłopiec z małej wioski w Bretanii we Francji przeniósł się do Paryża i poświęcił swoje życie studiowaniu Boga, wstępując do Towarzystwa Jezusowego, czyli jezuitów. Był to Jean Hardouin (francuski odpowiednik Johna Hardwina), który został bibliotekarzem w Paryżu, gdzie zyskał reputację osoby prowadzącej dogłębne codzienne badania naukowe. Według jednego z biografów stał się „niezwykle uczonym i kłótliwym człowiekiem”, który nie bał się wyrażać kontrowersyjnych opinii, gdy jego własne rozumienie prawdy odbiegało od poglądów kolegów.

Ku konsternacji jego przyjaciół i kolegów Hardouin zaczął głosić w roku 1693 dziwne tezy, które niebezpiecznie zbliżały się do herezji. Twierdził, że większość pism ojców Kościoła i innych dzieł starożytnych została sfałszowana przez jego średniowiecznych poprzedników i kolegów z duchowieństwa. Jego przełożeni jezuiccy nie byli z początku pewni, jak zareagować, i wysyłali mu sprzeczne sygnały. Początkowo otrzymał pozwolenie na opublikowanie niektórych swoich nowych twierdzeń, ale dwa miesiące później rektor kolegium jezuitów udał się bezpośrednio do drukarni i fizycznie skonfiskował wszystkie egzemplarze kontrowersyjnego dzieła Hardouina, uniemożliwiając jego dystrybucję. Jednak paryżanom nie było łatwo uciszyć tego szczerego i upartego człowieka z wiejskiej Bretanii.

 

 

Portret jezuity Jeana Hardouina autorstwa J. Biondiego.

 

 

Hardouinowi udało się opublikować inne dzieła, w których rozwinął swoją tezę, że „kilka wieków temu istniała pewna grupa ludzi, którzy podjęli się zadania sfabrykowania historii starożytnej, jaką znamy dzisiaj, ponieważ w tamtym czasie nie istniała żadna”. Inny bibliotekarz zauważył, że Hardouin „nie ośmiela się powiedzieć wszystkiego, co myśli”, i że radykalne oskarżenia, które zawarł w swoich publikacjach, zostały już ocenzurowane przez niego samego, aby ograniczyć kłopoty, na jakie mógł się narazić.7 Najwyraźniej Hardouin powstrzymywał się od wyrażenia wszystkich swoich myśli i uczuć. Mimo to oskarżył średniowieczne władze kościelne i państwowe o nadzorowanie manipulacji lub wręcz fałszowania niemal wszystkiego, co rzekomo pochodziło ze starożytnego świata.

Przechodząc do dyskusji na temat konkretnych tekstów, Hardouin wystosował ostrą krytykę pod adresem domniemanych fałszerzy oraz dworów lub klasztorów, w których skrybowie tworzyli fałszywe pisma. Oskarżył Josepha Scaligera o opublikowanie fałszywej listy starożytnych władców Egiptu i wykorzystanie tej listy do stworzenia fałszywych powiązań historycznych między starożytnym Egiptem i starożytną Grecją (której historia była według Hardouina w dużej mierze zmyślona). (Nawiasem mówiąc, Timajos również twierdzi, że istnieje związek między starożytnym Egiptem i starożytną Grecją, a także między tymi dwoma krajami i „starożytną” lub w rzeczywistości przedpotopową Atlantydą).

Ten francuski klasycysta nie był osamotniony w ataku na Scaligera. Już wcześniej niemiecki uczony Gaspar Scioppius (1576–1649) potępił Scaligera w roku 1607, wymieniając setki jego rzekomych kłamstw w dziele Scaliger Hypobolymaeus. Scioppius wskazał, że nawet drzewo genealogiczne samego Scaligera jest niemożliwe, ponieważ nie mógł on być potomkiem pewnego księcia Werony, jak twierdził. Scaliger żył jeszcze, gdy Scioppius napisał to wszystko, i odparł [w Confutatio fabulae Burdonum (Obalenie bajki Bourdona)], że to sam Scioppius popełnił wiele błędów.

Scaliger nie podjął jednak próby obalenia większości zarzutów Scioppiusa, a nawet nie zdołał uzasadnić swoich twierdzeń dotyczących własnego drzewa genealogicznego. Isaac Newton również uznał chronologię Scaligera za problematyczną i zrewidował ją w swojej ostatniej, niedokończonej pracy. Scaliger był jednak blisko związany z francuskim dworem królewskim i żaden z jego krytyków nie zyskał większego poparcia w środowisku akademickim, dlatego na przykład egiptolodzy do dziś działają w oparciu o podstawowe ramy ustalone pierwotnie przez Scaligera.

 

 

Emendatione Temporum autorstwa Josepha Justusa Scaligeri (1540–1609)

 

 

Przechodząc do innych domniemanych fałszerzy, Hardouin wysunął lekko zawoalowane oskarżenia pod adresem mnichów benedyktyńskich i dworu cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Fryderyka II, zarzucając im nie tylko fałszowanie dokumentów, ale także podrabianie obrazów i monet w ramach średniowiecznej formy prania brudnych pieniędzy. Posunął się nawet do twierdzenia, że większość starożytnych tekstów była średniowiecznymi fałszerstwami popełnionymi przez jego pracowitych i pomysłowych kolegów, które wykrył dzięki dokładnej analizie języka ich niechlujnej pracy.

Newton, bardziej powściągliwy Anglik, nigdy nie wysuwał tak kontrowersyjnych oskarżeń jak jego galijski odpowiednik, ale istota argumentów obu mężczyzn podważała sedno narracji, które były wówczas tworzone i nadal stanowią podstawę dzisiejszych ram myślowych. Według Hardouina z okresu starożytnego zachowało się bardzo niewiele autentycznych dzieł historycznych, które nie byłyby zafałszowane lub całkowicie sfabrykowane przez urzędników kościelnych lub państwowych, co było radykalnym stanowiskiem nawet w porównaniu z poglądami Newtona. Być może wyjaśnia to, dlaczego Hardouin nie podjął nawet próby rekonstrukcji, jak zrobił to Newton, ponieważ wydaje się, że odrzucił zbyt wiele źródeł.

Badacze mogą nie zgadzać się co do stopnia, w jakim średniowieczni fałszerze wpłynęli na historię starożytną, ale nie można zaprzeczyć, że fałszerstwa miały na nią pewien znaczący wpływ. Fałszerstwo było jedną z wielu form oszustw stosowanych przez dworzan i duchownych. Wobec braku jasnych przepisów, które mogłyby ich powstrzymać, klasztory, sądy i inne pozornie wiarygodne instytucje średniowiecza rutynowo fałszowały dokumenty, a biorąc pod uwagę epokę, robiły to na skalę przemysłową. Historyk Thomas Tout w roku 1920 opisał średniowieczne fałszerstwa w następujący sposób:

 

Fałszerstwo było niemal obowiązkiem klasy duchownej. Jeśli nie zawsze popełniała ona karygodne fałszerstwa dla własnych korzyści, to fałszowała niemal z poczucia obowiązku, dla dobra społeczeństwa, wspólnoty, domu, którego interesy reprezentowała… W średniowieczu fałszerstwo samo w sobie nie było uważane za przestępstwo. Nie podlegało karze tak jak zabójstwo… Tylko niektóre rodzaje fałszerstw były uznawane przez prawo za przestępstwa. Najbardziej znane z nich to fałszowanie pieczęci królewskiej lub fałszowanie pieczęci lorda przez członka jego rodziny.8

 

Można by pomyśleć, że Tout przesadzał, ale bliższe badania pokazują, że w roku 1920 raczej bagatelizował problem. Dogłębna analiza większości starożytnych tekstów ujawnia długotrwałe debaty na temat ich prawdziwości i pochodzenia, nie wspominając już o bezcennych rękopisach utraconych w wojnach, pożarach, powodziach lub po prostu znikających bez śladu. Mówiąc prościej, dowody historyczne obfitują w fałszerstwa, ekstremalną cenzurę i inne nadużycia dokumentacyjne popełniane w całym średniowieczu i później.

Stosunkowo prozaicznym przykładem jest modyfikowanie przez skrybów rodowodów rodzinnych w celu nadania przedstawicielom ludu statusu szlacheckiego (jak według Scioppiusa rzekomo uczynił Scaliger w przypadku własnego drzewa genealogicznego). W bardziej zuchwałych przypadkach fałszerze we Włoszech wydawali czasem fałszywe dokumenty w imieniu papieża lub innych władz, aby rządzące rodziny mogły popełniać większe oszustwa wobec siebie nawzajem. Podczas gdy ogromna większość ludzi pozostawała analfabetami, królowie i szlachta fałszowali wyniki odległych wojen na piśmie, aby zachować twarz przed ministrami i dworem w ojczyźnie. Polityczna potrzeba kształtowania postrzegania sprawiała, że dokumenty były wykorzystywane bardziej jako broń niż wierne odzwierciedlenie rzeczywistości, zaś możliwości były ograniczone jedynie wyobraźnią oszustów.

Script logo
Do góry